Witaj na Forum Węgierskim!

Forum Węgierskie to miejsce spotkań i wymiany poglądów osób zainteresowanych wszystkim, co węgierskie. Na forum znajdziesz przydatne informacje dotyczące poruszania się po

Budapeszcie

, noclegów w okolicy

Balatonu

, a także najlepszych

węgierskich kąpielisk termalnych

.

Serdecznie zapraszamy do udziału w dyskusji i życzymy miłego pobytu na forum!

usmiech

Zaloguj się, aby uzyskać
pełny dostęp do forum i ukryć ten komunikat!

W piwnicznej izbie
Klimaty Węgierskie Offline
Użytkownik
Liczba postów:23
Dołączył:14.08.2012
Płeć:-
Skąd:
Węgierski:
Post: #1
W piwnicznej izbie
Nie piję alkoholu.
- No, cóż biedny człowiek. Nie wie ile traci - powie ktoś, albo przynajmniej pomyśli .
- Jaki tam biedny, nie są mi potrzebne sztuczne wspomagacze nastroju. Jestem naturalny, cieszę się świadomie i dobrze mi z tym – odpowiem albo przynajmniej pomyślę. Zawsze tak odpowiadałem. Szczerze odpowiadałem. Słowo harcerza.

 

Ale coś mnie męczy, że to nie tak, że czegoś zazdroszczę tym którzy piją. Nie wszystkim. Nie zazdroszczę wujkom, szwagrom i pociotkom na polskim weselu w lokalu „Pod brzozami” (mój ulubiony cytat: „Noooo, z nami się nie napijesz!!!”). Nie zazdroszczę sąsiadom podjeżdżającym pod okoliczny sklepik z kontenerkami pustych butelek i wymieniających te puste na pełne z „Lechem”, „Tyskim’, czy modnym ostatnio „Kasztelanem”. Powiem od razu. Dla mnie w Polsce w ogóle może nie być alkoholu.

A na Węgrzech? A na Węgrzech są piwniczki. I to mnie męczy. Męczy z wielu powodów.
- Bo stojące tam beczki dają świadectwo naturalności powstającego tam wina. Bez sztucznych dodatków, które są zapewne dodawane do win stojących na sklepowych półkach, nie mówiąc już o przemysłowej proweniencji każdej butelki piwa.
- Bo te piwniczki same w sobie są prawdziwe, z wykutymi w skale półkami i stołami, z pleśnią na skalnych ścianach.
- Bo do piwniczki przychodzą ludzie, którzy chcą przy winie spędzić miło czas, a nie tylko się znieczulić. No chyba, że są to polscy turyści w Dolinie Pięknej Panny.
- Bo jest coś takiego w węgierskiej kulturze picia w przeciwieństwie do polskiej kultury (a może lepiej "kultury") picia, co nie odstręcza. Bardzo rzadko widziałem Węgrów pijanych, a chyba nigdy nie widziałem Węgra u którego po wypiciu budzi się agresja.

Widząc takie winne piwniczki, najczęściej u podnóża Gór Bukowych, bo w tamtym rejonie zazwyczaj mamy naszą „bazę”, zastanawiam się nad jedną sprawą. Co byłoby z tymi piwniczkami, gdyby znajdowały się one w Polsce. I myślę, że są tylko dwie ewentualności. Albo taka piwniczka byłaby zaopatrzona w dodatkowe kraty, sztaby, super-odporne kłódki, kto wie, być może także alarm i monitoring albo … już by jej nie było, bo ktoś by się włamał wynosząc pełne beczki lub przelewając ich zawartość do kanistrów.
Czy to zbyt pesymistyczna wizja? Nie sądzę, wiedząc co w Polsce pada łupem złodziei nie mam złudzeń, że wolno stojąca, czasem z dala od domów piwniczka wypełniona alkoholem, wcześniej lub później wpada w oko włamywaczom.

I dlatego tak wzdycham do węgierskich piwniczek, nawet wtedy gdy wszyscy inni piją wino, a ja smakuję i wdycham bukiet mojej ulubionej białej … Traubisody. Bo urok węgierskich piwniczek nie odnosi się tylko do zawartości kieliszka.

 

 
15-09-2012 21:02
eplus Offline
Użytkownik
Życzliwy użytkownik. Od 100 punktów reputacji.
Liczba postów:1,997
Dołączył:13.09.2012
Płeć:Mężczyzna
Skąd:podkarpackie
Węgierski:Nie
Post: #2
RE: W piwnicznej izbie
To może nie do wiary, ale w polskiej głuszy też zdarzają się miejsca, gdzie domek letniskowy bez krat w oknach wytrzymuje kilka sezonów, a wychodząc z domu w mieście do pracy można przez zapomnienie zostawić nie zamknięte drzwi - i po powrocie wciąż zastać dywany i meble. Raz przed supermarketem w województwie zostawiłem nie zamknięty samochód (oczywiście klucze w stacyjce, wystające grzybki w drzwiach) i po powrocie miałem gumę do żucia przyklejoną pod klamką - coś jak włócznia Dawida wbita obok łba wroga: mogłem ukraść, doceń, że jestem uczciwy! Oczko
16-09-2012 7:12
Brak Niedostępny
Zablokowany
Liczba postów:106
Dołączył:20.06.2012
Płeć:Mężczyzna
Skąd:
Węgierski:Nie
Post: #3
RE: W piwnicznej izbie
Dla mnie powody fascynacji Węgrami to w 25-30% wina i mocniejsze alkohole. I również to, jak się je tam pije, ma duże znaczenie. Do ideału pod tym względem daleko, ale nad Polską mają duuuużą przewagę. Przypomina mi się cytat z filmu "Wesele" (o Chorwatach wprawdzie, ale pasuje ogólnie do południowców) - "a jak się napiją, to się bawią, a nie nap*******ją".
Wszystko zależy od tego, z jakim nastawieniem pije się alkohol. Jeżeli ktoś wychyla np. kieliszek Unicum za jednym razem, to jest, moim zdaniem - nie da się tego inaczej nazwać - idiotą (chyba, że bardzo mu nie smakuje, a traktuje to jak lekarstwo).
Sporo kolorytu straciłyby Węgry bez wina. Nie warto się tego pozbawiać. Flaga węgierska Wino
16-09-2012 11:14
Orvos Offline
Użytkownik
Liczba postów:184
Dołączył:08.08.2012
Płeć:Mężczyzna
Skąd:Ełk
Węgierski:Uczę się
Post: #4
RE: W piwnicznej izbie
Cóż za sympatyczny i miły sercu wątek! Cieszę się, że Klimaty Węgierskie, podobnie jak ja, docenia uroki węgierskich piwniczek i panującą w nich atmosferę. Mam podobne odczucia; może tylko wolę piwniczki w Tokaju niż w Egerze, choć przepadam za czerwonymi winami. Po prostu w Tokaju nie są tak skomasowane na niewielkiej przestrzeni, tylko raczej leżą wzdłuż ulic, czasem są więc bardziej odizolowane jedna od drugiej i bywa w nich zaciszniej. Ale to w sumie nieistotny szczegół. Zwiedzając piwniczki tokajskie, natrafiliśmy z żoną na Klastrom Pincészet, już na samym końcu Hegyalja utca, a więc prawie na peryferiach samego miasteczka. Właściciel, po oprowadzeniu nas i powitalnym poczęstunku "na koszt firmy", podał nam zamówioną butelkę Tokaji sárgamuskotály i próbował nawiązać rozmowę na temat tego oraz innych miejscowych win, ale bariera językowa była zbyt szczelna i oprócz entuzjastycznych pochwał niewiele od nas usłyszał (nie mówił po angielsku, a ja - po niemiecku). Był tym trochę rozczarowany, ale zawód powetowała mu przybyła po chwili rodzina węgierska. Mogliśmy zatem dyskretnie przyglądać się, popijając swoje wino, jak gospodarz rozprawia z gośćmi na temat kolejnych win, objaśnia, unosi pod światło, chwaląc kolor i klarowność trunku, udaje się co chwila w głąb piwnicy po kolejne smakołyki. Nowo przybyli próbowali po kieliszku tego i owego, zagryzając przyniesionym ze sobą serem. W ich zachowaniu był luz, radość życia, fascynacja winem jako wręcz filozofią (polecam książkę Hamvasa Filozofia wina - A bor filozófiája). Szkoda, że nie władam na razie węgierskim na tyle dobrze, by w takich dyskusjach uczestniczyć.
Oto kilka zdjęć:

Kliknij obrazek, aby powiększyć
Obrazek


Kliknij obrazek, aby powiększyć
Obrazek


I na koniec pytanie do miłośników piwniczek i win: czy uczestniczycie w programikach borkóstoló w piwniczkach i co sądzicie o nich?
16-09-2012 11:17




W piwnicznej izbie
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości