Forum Węgierskie

Pełna wersja: Majówka 2013 Tokaj
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
A wiec ruszamy.
30 wracam z pracy pakujemy przygotowane rzeczy do samochodu. I spać mamy jechać jak wstaniemy . O godz 2:15 budzi mnie żona że kawa już zrobiona, dzieciaki wstają o dziwo bez najmniejszego problemu. O 3:20 tankujemy do pełna LPG (po 2,30) i za 200 paliwa 445km do celu słyszę miły głos Krzycha. Ruszamy na Barwinek o 6:20 tankowanie LPG na stacji (po 2.55 zgroza )w Dukli szybka kawa i dalej.
Droga przez Słowację tragedia dziury dziur kawałek równo i dziury dziury gdzieś po drodze zostawiam kawałek przedniego zderzaka.
W granicach godziny 10 jesteśmy na miejscu w Tokaju padło na Tiszavirág Camping. Nie mamy namiotu bo wiedzieliśmy że weźmiemy pokój.
Ceny na campingu.
Domek typu bungal 4 osoby 5700
Namiot 3700
Ogólnie camping hym nie przygotowany do sezonu w rozmowie z właścicielem łamanym angielskim dowiadujemy się że jest po powodzi pokazuje na budynku ile było wody to tak ok 40cm. Wszędzie krzątają się jacyś ludzie jedni malują drudzy coś naprawiają a jeszcze inni kopią. Brak zasłonek przy prysznicach. WC dobrze że czyste Na miejscu kilku Węgrów 2 samochody z Polski i Niemiec na motorze.
Ruszamy na zwiedzanie Tokaju łazimy bez konkretnego celu po miasteczku. Jest ciepło na termometrze w samochodzie 28 stopni. Wracamy do domku/pokoju konsumpcja jakiegoś zabranego jedzonka.


I co robimy miał być dzień lenia ale 2 minuty narady z małżonką i ruszamy do Nyireghaza do Zoo. O zgrozo nie ma gdzie zaparkować ludzi tłumy ehh to fajnie oczywiście wszędzie słychać rodaków (wyrobiłem sobie zdanie już dawno o większej części Polaków za granicą i zdania nie zmienię krzyki "panny" latają w tą i we wte. Może mam pecha ale większości takich spotykam) Cena 2 dorosłe i dwoje dzieci 4600ft. W zoo spędzamy sporo czasu jakieś lody (200 ft gałka) kawa 300ft itp. Jest już ponad 32 stopnie
Kliknij obrazek, aby powiększyć
Obrazek
Kliknij obrazek, aby powiększyć
Obrazek
Kliknij obrazek, aby powiększyć
Obrazek


Na wieczór wracamy do Tokaju obiado-kolacja w knajpce. Wyskok do miasta po "winko" i do wieczora siedzimy przed domkiem.

Rano pobudka jest ok 9 i porana toaleta w damskim wrzątek z kranu w męskiej części zimna woda jak dzień wcześniejszej wieczorem.No to na zakupy do Penny Market śniadanie i omawianie planu dnia. Pada na Debreczyn Krzychu podaje 82 km. Łazimy po mieście zwiedzamy jemy Langosze chyba najlepsze i tak mija sporo czasu. Ok godz 16 większość wyprawy domaga się obiadu no to gdzie co i jak oczywiście wszystko spada na mnie ale mam już swój plan. Do auta 22km słyszę od Krzycha i ok 16:30 jesteśmy w ... Hajdúszoboszló obiadek super mimo że drogo nazwy knajpki nie pamiętam. Spacerek po głównej uliczce i do auta. Znowu mój kupel Krzychu podaje do celu 103km. Na termometrze w aucie 32stopnie. Po drodze zwiedzamy TESCO zakupy wygospodarowałem też czas na tankowanie (LPG gdzieś w trasie274 ft/l) i powrót do miejsca zakwaterowania. Na campingu zmiana warty zjechało się jakieś młode towarzystwo Węgrów jest bardzo wesoło, 4 rodzinki też Węgierskie z dziećmi wiec jest głośniej niż w mieście a i 3 samochody z Polski i parę motocyklistów.
I wieczorny rytuał sklepik winko i spać.
Kliknij obrazek, aby powiększyć
Obrazek
Kliknij obrazek, aby powiększyć
Obrazek
Kliknij obrazek, aby powiększyć
Obrazek


O samym świcie koło 8:30 wstajemy jak dzień wcześniej zimna w męski ukrop w damskim no może mniej miejsca bo akurat wszyscy na raz.
Śniadanie takie tam gadki o wrażeniach "to co dzisiaj robimy"? pada pytanie. Oczywiście jako głowa rodziny spada to na mnie pada Eger nie słychać sprzeciwu. Najlepszy mój kumpel i przyjaciel tej wyprawy mówi miło do celu 130km. Po drodze jakieś małe podręczne zakupy w Szerencs. Na miejscu jesteśmy ok 13:30 zwiedzanie. Lody (180 ft/gałka) łazimy tam i z powrotem. Żona robi zakupy winka w sklepiku (pewnie drogo). Przychodzi czas na obiadek pada na Knajpkę Falank Fanny 4 zestawy za 890ft. Zjadamy ze smakiem. I pierwszy raz na tym wyjeździe nad miasto zbliża się czarna chmura. Ruszamy do samochodu po drodze zakupy w OBI bo jeszcze nie pisałem ale komarów multum na campingu. Krzychu coś zaczyna strasznie kombinować (pierwszy raz mu się to zdarza) ale ufam mu w 90%. Ale nie zawiodłem się na nim poprowadził mnie taką super drogą z Egeru do Miszkolca że banana na ustach miałem do samego wieczoru. Kręta podjazdy zjazdy ostro w lewo ostro w prawo pod górkę z górki SUPER wiedział co misie lubią najbardziej a 200 koników pod maska i tylny napęd bez kagańców ehh. No może tylko załoga na pokładzie nie za bardzo było zadowolona bo miejscami wycieraczka nie nadążała zbierać wody z szyby. W Miszkolcu tankowanie LPG. Oczywiście na campingu kolejna zmiana warty już o wiele mniej Polaków 2 auta więcej Węgrów.
Oczywiście wieczorny rytuał sklepik winko i spać.
Kliknij obrazek, aby powiększyć
Obrazek
Kliknij obrazek, aby powiększyć
Obrazek
Kliknij obrazek, aby powiększyć
Obrazek
Kliknij obrazek, aby powiększyć
Obrazek


Rano pobudka pakowanie i nie miły czas dla wszystkich powrót do domu.

Jeszcze parę butelek wina na łapówki dla rodziny i znajomych w Tokaju i w TESCO Szerencs. Tym razem nie dam się namówić Krzysiowi na podróż opisaną drogą nr 15 w innym dziale. Ruszamy na Miszkolc 498km podaje jak zawsze uczynny Krzyś. Potem Halmaj, Encs i granica Słowacka. Autostrada hehe można tak to nazwać kupiłem winietę jeszcze w Polsce. Kosice, w Presov droga miejscami przypomina nr 15 do tego w pewnym momencie zamknięta droga zoonk jak się później okazało były jakieś wyścigi uliczne. Albo nie było albo nie widziałem tabliczek z objazdem (pewnie nie było bo nie tylko ja zawracałem CB też nic nie informowało) i tu jak zawsze Krzyś staną na wysokości zadania. Jeszcze tankowanie LPG (0,699euro/l) i do domu koło Svidník wiem że już niedaleko Polska wyłączam na jakiś czas CB bo wiozę dzieci a uszy mi więdły. I tak Barwinek Rzeszów i Kraśnik i w domuu
O dziwo nie zaliczyłem żadnego checkpointu na Słowacji i wyjątkowo widziałem może ze dwie kontrole po drodze.
Wyjazd udany w sumie zrobione 1480km ale nie żałuje żadnego no może drogi nr15 że dałem się namówić na przejazd nią.

Fotek mało bo aparat odmówił posłuszeństwa lub fotograf du...a
No to świetny wypad, żal mi tylko Waszych dzieciaków. Oczko W jakim wieku? Czy interesowało ich coś poza ZOO? Oczko Widzę, że rekin kieszonkowy nic nie urósł. (Przypomniało mi się, jak młode małżeństwo z Sanoka na kąpielisku opowiadało o wyjeździe do Tatralandii, ceny zachodnie w Euro, a gdy zapytali dzieci, co było najfajniejsze, to: "jak królik jadł trawę". Doszli do wniosku, że lepiej było zabrać je do ciotki na wsi - zobaczyłyby królika za darmo. Oczko ) Moi najmłodsi to 4. klasa i 1. gimnazjum. Dają się jeszcze namówić na kąpiele. Starsi już za nic w świecie z rodzicami nie pojadą, jaki to byłby wstyd wśród znajomych, no i ile imprez na miejscu by ich ominęło?
Co do pryszniców to na Węgrzech "zbój się zbója nie krępuje", nawet jak jest kurtynka, to mało kto zaciąga... Oczko Zdarzało mi się niechcący widzieć detale anatomiczne przez szeroko otwarte drzwi damskiej przebieralni - jasne, że w tej przebieralni były kabiny i różne kąciki, gdzie można się schować, ale panie bez kompleksów przebierają się na wprost głównego wejścia, gdzie ciągle któraś z nich przechodzi...
Zwykle jak słyszę, że wokół jest dużo rodaków z plebsu, to staram się w ogóle nie odzywać, żeby się do nich nie zaliczyć, jak coś już mówię, to półgłosem. Ale piszesz, że Węgrzy też hałasowali na kempingu, może nie jesteśmy tacy najgorsi?
Droga z Egeru do Miskolca na pewno przez góry Bukowe i Lilafured - tam nie ma wiele co prowadzić, bo jest jedno skrzyżowanie gdzieś po środku (skręt w prawo patrząc od Egeru, ale na Miskolc prosto). Ale zakrętów mnóstwo, droga jak w Bieszczadach. Jeździłem tamtędy z 5 razy, ale trochę mi się opatrzyło - jak Tobie kiedyś się znudzi, to łatwiejsza trasa prowadzi niziną wzdłuż autostrady, przez Mezokovesd.
Moje panny starsza 14 lat młodsza 7 lat są już nauczone że nigdy nie siedzimy na miejscu preferujemy aktywny wypoczynek. Dla mnie najgorsza kara to siedzieć na miejscu. Po powrocie opowiadały babci gdzie były co widziały i Zoo było na końcu także może coś zapamiętają Szeroki uśmiech. Akurat podczas tego wyjazdu mało chodziliśmy bo żona jest 5 tygodni po ciężkiej operacji połamanej nogi.
Co do plebsu też unikamy i staramy się nie odzywać co by nas z nimi nie utożsamiali.
Może i Węgrzy byli głośni ale to nie było darcie się o 12 w nocy i okazywanie sympatii danemu klubowi piłkarskiemu rano nie trzeba było chodzić i uważać żeby nie wejść w treść żołądkową lub potłuczone szkło miałem tak w zeszłym roku w Chorwacji. Jak zgasło światło u nas w pokoju dużo zeszli z tonu rozmów i wydaje mi się że parę razy uciszali bawiące się dzieciaki. Młodzi Węgrzy też dużo ściszyli radio śmiech chichy były ale i zona stwierdziła że już dużo ciszej.
Co do drogi jechałem i tą i tą o której piszesz nie lubię monotonnej drogi i staram się za każdym razem wybierać inne trasy tak żeby coś zobaczyć i zwiedzić przy okazji.
Ja przez góry Bukowe pojechałem pomimo usilnych nawoływań "Krzycha" zupełnie w kierunku Słowacji i granice przekraczałem gdzieś chyba w Hostovce i dalej do Koszyc. Oj drogi to tam wcale miejscami nie było tylko góry, drzewa i zakręty a gdy dojechałem do jakiejś miejscowości to wydawało mi się że jestem we wsi z Konopielki tak się ludzie dziwili obcą rejestracją. Było to dwa lata temu a moja rodzina do dzisiaj to wspomina i pierwsze po przekroczeniu granicy kupują mi vinietkę na autostrady aby mi głupie pomysły do głowy nie przychodziły.
Przez Góry Bukowe jechałem w czasie ostatniej powodzi, gdy północno-wschodnie rejony Węgier były zalane a ja musiałem pilnie wracać... drogę pamiętam jako urozmaiconą, krętą i widokową... granicę słowacką co prawda przekraczałem po osie w wodzie ale postanowiłem, ze sie tamtędy jeszcze wybiorę... może na motorku...
Osoby z "problematycznym" błędnikiem lepiej niech kierują się normalnie po drodze 3 Uśmiech Poza tym w tej chwili w Lillafured sporo remontów wokół Pałacu-Hotelu Palota . Np.do wodospadów nie da się dojść.
Przekierowanie