Liczba postów: 3,772
Liczba wątków: 86
Dołączył: 13.09.2012
Reputacja:
2,599
20-02-2026, 21:50
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-03-2026, 21:46 przez eplus.)
Właśnie kręcę drugi sezon Egzotyki. Jesteśmy w nieco szerszym składzie, mieszkamy w Marakeszu i plączemy się po okolicy. (kontynuacja wątku https://forum.wegierskie.com/Egzotyka)
Po dwóch latach znowu wyruszamy we dwójkę do Maroka. Bezpośredni lot z Okęcia do Marakeszu linią Wizzair. Tutaj właśnie zaczyna się Ramadan. Na lotnisku kupujemy karty SIM do internetu, 40GB za 20 euro - w lokalnej walucie 200 dirhamów. Tegoroczny wyjazd będzie miał stacjonarny charakter - cały tydzień nocujemy w hotelu Racine. I tym razem wypożyczamy samochód - biuro firmy mieści się w kolorowo oklejonym furgonie na lotniskowym parkingu. Nasz Logan jest mocno poobijany, właściwie to niejeden wstydziłby się takim gratem jeździć po swoim mieście. Ale tutaj to zaleta - jednej rysy więcej nikt nie zauważy. Jedziemy parę kilometrów, parkujemy na ulicy i meldujemy się w hotelu. Na miejscu spotykamy resztę grupy i wieczorkiem wyruszamy na plac Jemaa el-Fnaa, czyli główny bazar Marakeszu. Zjadamy na mieście kolację w marokańskim stylu, a na deser ciastka z cukierni.
Śniadaniowy szwedzki stół w hotelu jest bardzo bogaty, smaczne potrawy pozwalają długo wytrzymać bez podjadania. Specyfika lokalna to bardzo słone oliwki i kiszonka warzywna, która wygląda podobnie jak u nas, ale też jest słono-gorzka. I oczywiście mięso ograniczone do jakiejś bladej kiełbasy i czasami parówek, prawdopodobnie z baraniny.
Liczba postów: 3,772
Liczba wątków: 86
Dołączył: 13.09.2012
Reputacja:
2,599
Syci wyruszamy znowu na bazar. Są tu zaklinacze węży i treserzy małp, sprzedawcy tandetnych pamiątek, panie malujące henną i panowie prowadzący kasyna gry rozłożone na dywanach. Odwiedzamy stoiska z sokami owocowymi - są ustawione obok siebie i oznaczone numerami, a każdy sprzedawca zachwala swój koktajl - niepowtarzalny miks z owoców wyciskanych na miejscu. Robimy zakupy w sklepach z przyprawami i ziołami oraz na stoisku znajomego szewca.
Marokańskie jedzenie jest smaczne i pożywne, ale dosyć monotonne. Niezliczone wariacje zupy harira i tajinu, kuskus, owoce i warzywa na zimno i gorąco. Jeśli z jadłospisu usunąć wieprzowinę, drób, ryby i owoce morza, to pole manewru pozostaje nieduże. Dlatego dla odmiany wieczorem udajemy się do pizzerii Mamma Napolitana. Przez zatłoczone miasto wyjeżdżamy na peryferia, tu ulice są prawie puste. Ale lokal jest czynny, jesteśmy chwilowo jedynymi gośćmi. Zamawiamy dwie pizze - kurczak i wegetariańska - i po kilku minutach dostajemy je na stół. Trzecia jest z anchois. Ktoś odbiera zamówienie z Glovo. Kelner robi nam zdjęcie rodzinne. Czas iść spać.
Każdego dnia cieszymy się pięknym słońcem i temperaturą około 25*C. Wypada skorzystać z basenu na hotelowym tarasie, chociaż woda ma jakieś 20, najwyżej 22*C. Moja żona morsuje i nie boi się takiej wody, a ja daję radę przepłynąć dziesięć długości basenu, a któregoś z kolejnych dni - nawet dwadzieścia.
Liczba postów: 3,772
Liczba wątków: 86
Dołączył: 13.09.2012
Reputacja:
2,599
Liczba postów: 3,772
Liczba wątków: 86
Dołączył: 13.09.2012
Reputacja:
2,599
Liczba postów: 3,772
Liczba wątków: 86
Dołączył: 13.09.2012
Reputacja:
2,599
Kolejny dzień przeznaczamy na wyjazd do Essaouiry, trasa ma około 175 km w jedną stronę. Niestety zaczyna się od falstartu. W nocy mafia złomiarska i taksówkarska we współpracy z policją zwinęła nam samochód. Szczerze wierzymy, że uprzejmi chłopcy z hotelu nie mieli nic wspólnego z tą sprawą - koło północy, kiedy akcja miała miejsce, mogli już spokojnie się posilać. Logan stał w szeregu z innymi samochodami, w miejscu oznaczonym jako dozwolone do parkowania. Za 20 euro wynajmujemy taksówkarza, który zna formalności, zawozi nas najpierw na obskurne złomowisko, gdzie dostajemy paragon za holowanie - 30 euro. Z tym kwitkiem na policję - oficer mówi dobrze po angielsku, prosimy o wyjaśnienie powodu odholowania. W protokole znalazło się stwierdzenie, że samochód był zaparkowany odwrotnie do pozostałych, przeciwnie do kierunku jazdy. Nasz nie całkiem sprytny parkingowy nie zwrócił nam na to uwagi. Na prawie pustej ulicy z minimalnym natężeniem ruchu takie wykroczenie wymagało z pewnością natychmiastowej interwencji. No ale gdyby dali kartkę za wycieraczkę, blokadę, albo po prostu odszukali nas w hotelu, to całość byłaby na legalu i nic by nie wpadło do kieszeni. Król Maroka bierze najmniejszą dolę - 150 dirhamów, które trzeba zapłacić w agencji kasowej na dworcu kolejowym. Z potwierdzeniem wpłaty jeszcze raz na policję, tam dostajemy papier uwalniający samochód, kurs na złomowisko, gdzie koleś wyłudza jeszcze 4 euro za parkowanie przez noc. Ciężka, nikomu niepotrzebna praca - mi chyba nie chciałoby się zarywać weekendowej nocy i szarpać z żelastwem za 130 złotych, a jeszcze trzeba podzielić się z policją. Stracone półtorej godziny i nareszcie można jechać do hotelu, a dalej w kierunku Essaouiry.
Koło południa rozpoczynamy zwiedzanie tego dość spokojnego i klimatycznego nadmorskiego miasta. Są turyści, są stragany i sklepiki, są restauracje - do jednej z nich zachodzimy na posiłek. W zaułkach starego miasta natrafiamy na synagogę. Potem kierujemy się w stronę portu, gdzie wśród stoisk rybaków kłębią się klienci, ryby bezradnie gapią się na ledwo żywe kraby, zapachy raczej nie są przyjemne, a nad głowami mamy dywanowe naloty mew. Atlantyk jest oczywiście za zimny na kąpiel, ale na plaży jest sporo ludzi. Na falach trenują surferzy ubrani w ochronne pianki. Można sobie zrobić zdjęcie na wielbłądzie.
Liczba postów: 3,772
Liczba wątków: 86
Dołączył: 13.09.2012
Reputacja:
2,599
02-03-2026, 21:55
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-03-2026, 22:18 przez eplus.)
Wieczorem zasiadamy na tarasie restauracji, aby obejrzeć zachód słońca. Kelner uprzedza nas, że dostępne są tylko napoje i najlepiej zapłacić za nie z góry, bo za kwadrans zaczyna się przerwa obiadowa, kiedy to personel nareszcie może sobie pojeść.
Jeszcze chwilę spacerujemy po mieście i w końcu ruszamy w stronę Marakeszu, a po drodze widzimy kilka wypadków z udziałem mrocznych jeźdźców. Jak na ironię na facebooku lokalna policja ostrzega o nasileniu kontroli jednośladów.
Dziś w południe zaplanowane są masaże hammam. Ponieważ do tej atrakcji mam taki sam stosunek, jak do sauny, bez żalu podejmuję się w tym czasie opieki nad maluchem. Hammam jest w medinie, odległość od hotelu wynosi około kilometra, więc próbuję zachwalać zalety pieszych spacerów. Niestety muszę ustąpić i wbijamy się Loganem w gąszcz brukowanych uliczek. Panie wysiadają, a ja staram się jakoś wyjechać z tej pułapki. Wąska dróżka jeszcze się zwęża, biorę na dwa razy ostry zakręt i wciskam się między stragany, w luźniejszych miejscach wymijając się ze skuterami. Jakiś facet puka mi w drzwi - prawdopodobnie najechałem mu na stopę. Mógł uważać. Nikt mnie nie goni, ale sceneria jest jak z hollywoodzkich ucieczek Indiany Jonesa, brakuje tylko rozsypanych stosów glinianych garnków i rozwalonych piramid z pomarańcz. Gdy trochę ochłonąłem, udało mi się zrobić parę zdjęć telefonem.
Na szczęście market był przejezdny, wydostałem się na asfaltową ulicę i znalazłem parking pod jakimś hotelem. Parkingowy chce 50 dirhamów, ja mam tylko 40 - nie szkodzi. Razem z dzieckiem wyruszam na zwiedzanie straganów. Zapraszają mnie do malutkiego baru. Znajduję jeszcze w portfelu 20 dirhamów monetami, sok pomarańczowy kosztuje 30, ale i tutaj dostaję zniżkę. W rewanżu gestami zachęcam kolejnych gości. Jeszcze trochę spaceruję i w końcu dostaję na Whatsapp komunikat, że zabiegi zakończone. Jako stary nawigator sprytnie postawiłem sobie kropkę na ulicy w miejscu desantu pasażerek i teraz wiem, gdzie mam jechać - trasa ma zaledwie 600 metrów. Co z tego, jak zarówno telefon, jak i IGo każą skręcić w jakąś jednokierunkową ulicę. Pokazuję chłopakowi, który mnie zawrócił, cel na nawigacji, a on z kolegą na skuterze podejmują się mnie poprowadzić. Jadę kawał drogi za nimi, chociaż sprzęty zalecają wybrać kolejną przecznicę. Goście prowadzą mnie na parking, dalej muszę iść. Pokazuję im, że teraz dystans wynosi kilometr i mocno wkurzony odjeżdżam bez płacenia. Krążę po ciasnych uliczkach, wreszcie wpadam na pomysł, aby zawrócić poza mediną na pierwszym rondzie i wciąć się z powrotem w przeciwnym kierunku trasą, którą zwiedli mnie kolesie na motorku. To był dobry pomysł - teraz elektronika wskazała właściwy skręt i po czterdziestu minutach błądzenia spotykam resztę ekipy posilającą się w barze. Panie rozmawiają o masażach - były bardzo intensywne. Jedna zażądała zakończenia tortur, drugiej szkoda było zapłaconych pieniędzy i teraz ma posiniaczone nogi. Na koniec chodzimy trochę po staromiejskich parkach.
Liczba postów: 3,772
Liczba wątków: 86
Dołączył: 13.09.2012
Reputacja:
2,599
Liczba postów: 310
Liczba wątków: 7
Dołączył: 24.07.2015
Reputacja:
187
Liczba postów: 312
Liczba wątków: 16
Dołączył: 04.07.2021
Reputacja:
79
03-03-2026, 21:00
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-03-2026, 21:01 przez Pompa@.)
W związku z od holowaniem samochodu.
Ciekawe czy Pan eplus napisał odwołanie i skargę do przełożonego gościa który go prześladuje.
Jak pisał kiedyś w poście.
". Mój zwyczaj to oprócz zwykłego odwołania - walenie skargi wprost do przełożonych osoby, która mnie prześladuje. Tutaj zrobiłbym screeny, aby uniknąć podstawienia innego zdjęcia".
Liczba postów: 3,772
Liczba wątków: 86
Dołączył: 13.09.2012
Reputacja:
2,599
Troll w moim wątku za 3-2-1... Dam ci 15 euro, naucz się tych robaczków i napisz mi ładne odwołanie.
|