Sarospatak po sezonie
#11
W Sarospataku na kempingu nie było nikogo Oczko , a tablica jest w centrum miasta, a nie na przelocie. Ale ta tablica jest teraz trochę "moja", bo wprawdzie nie byłem przy odsłonięciu (żona śpieszyła się do kościoła), ale blisko przejeżdżałem. Oczko No i muszę się nią zająć. To chyba Kapuściński pisał, jak dwaj afrykańscy prezydenci zawarli "wieczny" sojusz pomiędzy swoimi państwami i na pamiątkę tego posadzili na granicy baobab, który po tygodniu usechł - tyle trwała afrykańska pamięć o przyjaźni. Oczko Oczko Oczko
PS. Dzięki za miłe słowa, ja czasem lubię takie manifestacje - a to kwiatek położę, a to wąsy na plakacie domaluję ukradkiem... Oczko
Odpowiedz
#12
Sezon czwarty, epizod pierwszy: jestem tu, jestem tu!!! Mieszkamy w domku. Na basenach o 16:00 ludzi było 10 razy mniej, niż 3 tygodnie temu, ale i tak 10 razy więcej, niż się spodziewałem zobaczyć. To i dobrze, niech Vegardo ma klientów nie tylko w wakacje. Kemping wygląda jak zlot krośnieńskiego karawaningu, na szczęście region krośnieński to nie Holandia, wolnego miejsca jest dużo.
Pogoda na razie dopisuje, na jutro zapowiadają burze.

[Obrazek: 15365fc6c0b2e262.jpg]

Balon już rozstawiony, pod nim trwa remont glazury - baseny puste. Z otwartych czynne wszystko prócz brodzika dla dzieci i zimnych nóżek.
Odpowiedz
#13
Prognoza pogody na ten weekend tydzień temu była jak z marzeń, we czwartek rano okazało się, że w niedzielę może być burzowo, w czwartkowy wieczór wieszczono już dwa dni 100% burzowe - sobota i niedziela. W sobotę około 19 rzeczywiście zaczęło kropić i parę razy się błysnęło za górami. Dziś od rana pochmurno, ale bez deszczu. Wczoraj część ludzi wyjechała, a z powodu chybionej prognozy goście last minute mogli zmienić plany.
Acapulco dziś o 15:00

[Obrazek: 5afc4efb08f3cbd8.jpg]
Odpowiedz
#14
W sobotę rano zbudził nas jazgot elektronarzędzi dochodzący z placu budowy (jak sądzę) nowych łaźni i kuchni. Prace postępują, a tempo wydaje się nieco wolniejsze, niż na budowie Nowej Huty, ale wyraźnie szybsze, niż u nas przy autostradzie A4. Również w niedzielę robotnicy pojawili się punkt siódma, ale tym razem było spokojnie. Zza trzcinowego parawanu dobiegały tylko ich rozmowy, nie było słychać nawet jednego stuknięcia młotka. Ciekawe, czy to jakaś forma biernego oporu przed pracą w dzień zwyczajowo wolny, czy może ktoś nie dowiózł materiału albo majster w sobotę imprezował i zaspał?
W niedzielę na mszy stwierdzam, że pobożny Węgier to taki, który wysyła swoją żonę do kościoła. Wszystkie ławki są zajęte, ale mężczyzn jest najwyżej 5%, wliczając dwóch księży i mnie. Oczywiście obserwacje pochodzą z kościoła św. Elżbiety. Być może zjawisko da się częściowo wytłumaczyć występowaniem małżeństw mieszanych, gdzie mąż jest ewangelikiem, ale prawa statystyki każą wątpić w tak wyraźną polaryzację. Również robotników na budowie nie było aż tylu, żeby uzasadnić ten deficyt płci męskiej na nabożeństwie. Węgierska telewizja na okrągło przekazuje informacje z obszarów nawiedzonych przez uchodźców, ale mobilizacji też chyba jeszcze nie ogłoszono i chłopy nie muszą stawać w szeregu ani kryć się po lasach.
Ratownicy mają dodatkowe zajęcie - łowią liście, które nie mieszczą się w kratkach (jesień idzie, nie ma na to rady). Nie spotkałem pana w kapelusiku - może to nic ważnego, może skończył mu się abonament? Pojawił się za to chłopak około 20 lat, chyba ADHD, cały czas do siebie mówi i trochę pokrzykuje, ale nikogo nie zaczepia. Jest ze starszymi opiekunami. Jeśli go spotkacie - nie panikujcie.
Odpowiedz
#15
(14-11-2014, 14:12)eplus napisał(a): ... 3 maja, 15 lipca (mam nadzieję, że Węgrzy nie byli sprzymierzeni z Krzyżakami Oczko ), 15 sierpnia, 1 i 17 września, 11 listopada i... 22 lipca?.....

2 września:

[Obrazek: 59b39a482804c74a.jpg]

16 września:

[Obrazek: 159db1d48956f8d7.jpg]

1.09.2018.:

[Obrazek: 9509825532138787.jpg]
Odpowiedz
#16
Byliśmy, wczoraj przed południem męczył nas wiatr, a od południa trzy godziny padało albo kropiło. Pogoda nikogo nie zniechęciła. Dziś było dużo lepiej, bez deszczu, ze dwie godziny świeciło słońce. Basen pływacki jest wyłączony z użytku, również Acapulco było nieczynne. W niedzielę po południu wyjeżdżając zostawiliśmy na kempingu tylko jeden samochód z przyczepą, oczywiście z Polski.

[Obrazek: 93b7c02113979a7e.jpg]

[Obrazek: acd631fe22d1219a.jpg]

[Obrazek: ccaa3ffddcf77e3e.jpg]
Odpowiedz
#17
Wyruszyliśmy w sobotę o 4:11 w pierwszych kroplach mżawki. Cała trasa z załączonymi wycieraczkami. Na kemping wjechaliśmy o 7:51 (254km, 3h 40m, z tego na Słowacji 1h 50m). W Sarospataku także drobny deszcz albo intensywna mżawka. Mamy rezerwację "czwórki" w mobilhazie, chociaż jesteśmy tylko w składzie 3-osobowym z przewagą młodzieży.

[Obrazek: fcab600564975c9e.jpg]

Zaczynamy  od śniadania, a potem idziemy do kwadratu termalnego - wciąż pada. Namiot już stoi, ale jest zamknięty. Acapulco, dziecinny i zjeżdżalnie nie działają, więc do wyboru poza kwadratem jest jedynie ten duży basen pod zjeżdżalniami z letnią wodą - dla pływaków. Na termalnym zepsuła się chyba markiza, bo mimo deszczu nie jest rozłożona. Ale koło 9-tej deszcz słabnie i ustaje, a wkrótce przejaśnia się i wreszcie widzimy słońce. Nadal jest chlodno i wieje dość silny wiatr, odczuwalny bardziej na otwartej przestrzeni, ale słoneczne promienie radykalnie poprawiają nastrój. Opalamy się nie dbając o poparzenia i ryzyko udaru. Odwiedzamy też chłodniejszy basen pływacki, aby trochę potrenować.

[Obrazek: 9e4175f26b8529b9.jpg]

[Obrazek: 929ee7c2b41450cd.jpg]

Na kąpielisku jest może dwanaście osób, przeważają Polacy, są i Węgrzy, Słowak z żoną i chyba nawet ktoś z San Escobar. Towarzystwo w średnim wieku, jest cicho i spokojnie. Koło 14-tej zjadamy w domku szybki lunch kanapkowy wzbogacony węgierską zupą gulaszową z koperty. Ponieważ pokój jest dobrze wyposażony i kosztował też niemało, korzystamy ze wszystkich udogodnień. Skacząc po kanałach TV zauważyłem tytuł "Egy magyar nabob" (Węgierski magnat), ekranizację powieści, którą czytałem chyba dwa lata temu. Rozpoznaję charakterystyczne postaci - hrabiego, bratanka-utracjusza, starą ciotkę - postrach kawalerów, festynowego króla cikoszy czy poczciwego rzemieślnika. Z dialogów oczywiście nie rozumiem nic. Przerywamy seans i bez zwłoki wracamy do basenów. Wychodzimy z wody po 17-tej, żeby przed wieczorną mszą pospacerować po zamku i kupić Tokaj "szóstkę", Unicum oraz ketchup na grilla.

[Obrazek: 7f9d1fe09c5abdc1.jpg]

[Obrazek: 3013b690266c9751.jpg]

Szybki powrót był bardzo szczęśliwą decyzją, bo dzienna portierka jakoś niefortunnie przekazała zmianę nocnemu stróżowi. Furtka w bramie została zamknięta na klucz. Stróż zaraz znikł, jak zwykle, na kąpielisku (ma chyba zadany jakiś obchód) i o 19:30 dwoje rodaków odzianych w ręczniki i klapki długo kołatało, aby wydostać się do Vegardo Szallas - hoteliku należącego formalnie do kempingu, ale położonego za bramą. Nie chcieli skorzystać z naszej skromnej gościny i poszli szukać stróża. Wrócili z ochroniarzem, tym z warkoczykiem na brodzie, i on jednak nie mógł nic wskórać. W końcu pojawił się wyczekiwany stróż i wypuścił więźniów, otwierając z daleka bramę pilotem. Na jego miejscu również wolałbym się nie zbliżać, nawet, gdybym nie znał polskiego. Ledwie odszedł - przy bramce pojawiła się Węgierka z obsługi kąpieliska i zapytała nas o klucz, którego niestety nie mieliśmy. Pani była w znacznie lepszym położeniu, gdyż miała odpowiednie ubranie i posiadała rower - zapewne udała się do wyjścia od strony miasta. Rano okazało się, że ktoś w desperacji otworzył trzy plastikowe puszki elektryczne na słupkach bramy - jednak żadnego ukrytego guzika w środku nie było.

[Obrazek: c21ef7325648f5a6.jpg]

Tymczasem niespiesznie pieczemy kiełbasę, a następnie jemy kolację. Noc jest gwiaździsta. Wina pijemy bardzo mało i kładziemy się spać.
Poranek jest piękny, wiatr się uspokoił, zaraz po 8-mej idziemy do wody. Wbrew naszym przypuszczeniom nawet w niedzielę tłumu nie było. Nadal panuje senna atmosfera, chociaż jest jeden wyjątek: jakiś facet bardzo głośno opowiada o swoim wodowstręcie, co czwarte słowo na k... . Na szczęście w kwadracie łatwo się schować przed takim krzykaczem za jakimś murkiem - no chyba, że wlezie na zegar. Jednak postanawiam zaopatrzyć się na następny raz w wodoodporny notes i ołówek. Podejdę do takiego gościa i nie odzywając się będę udawał, że pilnie notuję jego zwierzenia. Ciekawe, jak to zadziała?
Zainspirowany fotograficznym trikiem z czytanej we wodzie gazety robię sobie zdjęcie przy natrysku w taki sposób, jakbym to ja pluł wodą i to na jakiegoś dziadzia, który akurat zażywał masaży. Wyszło jednak tak ohydnie, że sam się brzydzę na nie patrzeć i nikomu nie wyślę nawet na priva. Kto chce zobaczyć - niech sobie sam zrobi!
Po południu zaczyna się niegroźnie chmurzyć. Na obiad dojadamy wczorajszą kiełbasę - upiekliśmy specjalnie więcej, a teraz odgrzewamy w mikrofalówce. Korzystamy z domku, ile chcemy - to ostatni dzień sezonu i nikt się nie będzie kwaterował. Nawet sprzątania nie ma, więc tylko sami wywalamy worki ze śmieciami do kontenera, żeby nie gniły w pokoju. Znowu chwila  kąpieli i opuszczamy kemping, żegnamy się z portierką na rok. Odwiedzamy jeszcze Var Vendeglo, bo nie potrafimy sobie odmówić naleśników.

[Obrazek: 1ac87f44aeb90f47.jpg]

Krótki przystanek w Tesco i ruszamy do domu uważając na płową zwierzynę, która tym razem dosyć mocno się naprzykrza.

[Obrazek: 0a9af013d00792e9.png]

Przed 21-szą bezpiecznie wjeżdżamy na podwórko, szczęśliwi i nie nazbyt zmęczeni. Zakończenie sezonu było bardzo udane!
Odpowiedz
#18
Afterparty - impreza po imprezie
Tydzień temu pogoda była wspaniała, ale inne okoliczności nie sprzyjały. W ostatnich dniach aura się popsuła, ale decyzji nie zmieniamy. W sobotę po czwartej wyruszamy na południe. W Staszkowcach na Słowacji doganiamy brązowego busa z rejestracją RK - w Makowcu daje znak, żeby go wyprzedzić. Jedzie 47, więc jest to wykonalne. W lusterku widzę, że też podąża szlakiem Mamuta - w Hawaju skręca za mną i odtąd jedziemy tak, żeby zmieścić się w zakrętach. Sześć albo osiem razy hamuję widząc bydlęta na asfalcie albo w bezpośredniej bliskości.

[Obrazek: e91046ed093c4804.png]

Transit jedzie w rozsądnej odległości i dopiero pod rozwalonym zamkiem obok Vranova zatrzymuje się na pustkowiu, może z przyczyn fizjologicznych. Więcej już go nie widziałem. O ósmej rano we trójkę 2 felnott +1 gyermek - meldujemy się w kasie Vegardo. Czynny jest namiot z krytą pływalnią oraz górne baseny w zespole termalnym (te bez natrysków). Zaczynamy od otwartych wód ciepłych, choć jest pochmurno i chłodno.

[Obrazek: e89973e71f758d23.jpg]

Chwilami jesteśmy sami, ale prócz kilku Węgrów i Słowaków pojawia się oczywiście i grupa z Polski. Rzecz jasna zaczęła się dyskusja o polityce, leciały także przekleństwa, bez żadnego względu na obecność małego dziecka. Tym razem miałem pod ręką kredki i zeszyt i postanowiłem wypróbować numer z notowaniem dyskusji - niestety gdy tylko się zbliżyłem, najaktywniejsi panowie ucichli, choć, daję słowo, tym razem nie miałem okularów słonecznych i na agenta ABW na pewno z moim brzuszkiem nie wyglądałem. Z obsługi zajrzały na moment dwie panie, cała załoga liczyła tego dnia może pięć osób. Po południu idziemy pod nadmuchiwany namiot, żeby trochę popływać. Wychodzimy przed osiemnastą. Godzinę później zaczynamy poszukiwania kwatery, gdyż hotel nie potwierdził nam tym razem emailowej rezerwacji. Czery czy pięć telefonów z wynikiem negatywnym, choć, o dziwo, za każdym razem mogłem się porozumieć po angielsku. Wracamy w okolice kąpieliska. Na ulicy Rozmaring jest domek, jakiego szukamy - w środku coś się świeci,  ale większość okien jest ciemna. Bliźniak nazywa się Istvan es Szebasztian. Telefon - i choć tym razem rozmówczyni nie chce mówić po angielsku, to ja potrafię sformułować swoje oczekiwania i rozumiem "ot perc", a ponieważ słyszałem też wtrącone słowa słowackie, odpowiadam "cakam". Za moment dwie dziewczyny i nastoletni chłopak otworzyli nam połówkę domku. Cena noclegu bardzo przystępna, za dziecko nie liczą nic. Dziewczyny nalegają, żeby wjechać samochodem na posesję, ale gdy na koniec chłopak zamierza zabezpieczyć bramę łańcuchem, protestuję ze śmiechem, nie mam przecież Rolls-Royce'a. W domku robimy sobie kolację, dziecko od dawna śpi.

[Obrazek: 329ba3422df07331.jpg]

Przebudzenie w nowym miejscu było miłą niespodzianką, bo w kuchni i sypialni jest mnóstwo pluszaków, lalek i zabawek!

[Obrazek: 6feb348c7824d175.jpg]

O ósmej oddajemy klucze i ponownie idziemy się kąpać. Tym razem zaczynamy od balonu, bo po nocnym deszczu jest rosa. Pływamy i pluskamy się w dwóch basenach. Jacuzzi w tym sezonie nie ma, sauny są natomiast czynne. Koło południa wychodzimy do basenów zewnętrznych - jest nadal chłodno i doszedł jeszcze denerwujący wiatr. Odgrywamy niezliczone scenki z bajki o Czerwonym Kapturku, trzech świnkach, a także z wierszyka o Kaczce-Dziwaczce. O czwartej opuszczamy Vegardo, wstępujemy na zakupy do Tesco i przed dziewiątą wieczorem wrzucając kartki do urny spełniamy obywatelski obowiązek.
Odpowiedz
#19
1.09.2018.:
[Obrazek: 9509825532138787.jpg]

10.11.2018.:
[Obrazek: 1cba8e1465bd6b90.jpg]
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Poszukuję nazwy węgierskiej wody po goleniu z roku ok 1986 vaidame 6 1,296 10-08-2018, 19:40
Ostatni post: ex-komar
  Moja pierwsza objazdówka po Węgrzech jacekgk 0 542 11-06-2018, 14:16
Ostatni post: jacekgk
  Sarospatak - miasto Mamut 10 2,922 08-08-2017, 22:35
Ostatni post: Mamut
  Węgry po raz pierwszy - krótki wyjazd, krótka relacja cinsan 6 2,479 22-06-2017, 21:26
Ostatni post: eplus
  Nagy Magyarország-tour czyli moja wyprawa po Wielkich Węgrzech ;) Lilly Lill 18 15,021 17-08-2016, 21:39
Ostatni post: Marek1953



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości