Forum Węgierskie

Pełna wersja: Progi i opinie o hungarystyce na UJ
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Cześć  Szeroki uśmiech z uwagi, że uj już od dawna nie publikuje oficjalnych progów punktowych na większość kierunków, zwracam się z pomocą do was. Chciałabym choć orientacyjnie dowiedzieć się jakie były progi punktowe na hungarystykę w poprzednich latach i ile osób przyjmowali. Niestety przekopałam pół internetu i nie za wiele udało mi się dowiedzieć  Zmieszany Obstawiam, że progi są troszkę wyższe jak na uw, z uwagi, że tam więcej osób pewnie pcha się na filologię fińską. Poza tym jak oceniacie uczelnię i sam kierunek? Jesteście zadowoleni?  Uśmiech
Hej, studiuję hungarystykę pierwszy rok. Mając wynik ok 83 pkt dostałam się 25 na liście, gdzie limit miejsc wynosił 30. Wiele osób jednak rezygnuje/wybiera inny kierunek, na który się dostał, zatem zwalniają się miejsca. Kilka osób, z którymi teraz studiuję nie dostało się od razu, tylko w okolicach sierpnia-września otrzymali wiadomość o dostaniu się z listy rezerwowej. Podsumowując: próg początkowo może się wydawać wysoki, ale z biegiem czasu okazuje się ze mając nawet 60 punktów możesz się załapać. 

Jak jest na tym kierunku? Mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że świetnie - atmosfera wręcz rodzinna, wykładowcy bardzo „ludzcy”, wyrozumiali. O samej uczelni jako tako nie mam zdania, bo każdy wydział jest inny. Ogólnie kierunek bardzo polecam, ja jestem zadowolona. Jeśli chcesz jakieś konkretniejsze informacje to daj znać.
Cześć. Uśmiech Nie wiem, czy ta informacja komukolwiek na coś się przyda, ale na wszelki wypadek daję znać, że 2 lata temu, mając 95% z rozszerzonego polskiego i 90% z rozszerzonego angielskiego, byłam 7. czy tam 8. na liście przyjętych (składałam papiery jeszcze na UW i nie pamiętam, która byłam gdzie tak dokładnie). Wydaje mi się, że z roku na rok zwiększają limit - pamiętam, że wykładowcy dziwili się, widząc na liście bodaj 31 nazwisk. Ludzie jednak z czasem się wykruszają, w ciągu roku/półtora ich liczba może się zmniejszyć nawet o połowę, a wykładowcom zależy, by dostatecznie dużo zostawało nas na studia magisterskie, więc kto wie, może Wasze szanse będą w kolejnych rekrutacjach większe, niż byłyby jeszcze parę lat temu.

Co do poziomu nauczania, na zajęcia z węgierskiego nie narzekam, prowadzące są zaangażowane i zależy im, by faktycznie nas nauczyć, co nie zmienia oczywiście faktu, że trzeba też samemu być zaangażowanym i uczyć się sumiennie, by nie być nieprzyjemnie zaskoczonym na egzaminie końcowym. Pozostałe przedmioty również wymagają trochę pracy (ot, chociażby dwie prace semestralne rocznie z historii Węgier będące jedynie warunkiem podejścia do właściwego egzaminu), ale wszystko jest w granicach normy. Miło wspominam zajęcia z fonetyki, chociaż wydłużyłabym je o kolejny semestr - wydaje mi się, że jeden to za mało, ponieważ niektórym opanowanie poprawnej wymowy wszystkich dźwięków sprawia trudność nawet na II roku. 

Moją osobistą bolączką jest brak możliwości wyboru drugiego języka - na I roku obowiązkowo łacina, później - estoński, i nie ma że nie. Na UW przynajmniej można wybrać między nim a fińskim, a na UAM między angielskim a niemieckim, a tu... Cóż, niech pociechą będzie fakt, że - jak już tu pisali inni - wykładowcy są przeważnie wyrozumiali i "ludzcy". Zwłaszcza pan Puu od estońskiego. Uśmiech Prof. Waniakowa od językoznawstwa i prof. Stachowski od etymologii to również wspaniali dydaktycy, za ich zajęciami się tęskni. Oczko

Tak na marginesie: zajęcia odbywają się w budynku starego seminarium, którego czar bardzo szybko pryska, podczas gdy anglistyka, germanistyka i językoznawstwo mają do dyspozycji nowiuteńkie Paderevianum II zaledwie niecałe 300 metrów dalej. Chodzą słuchy, że i my mamy się za jakiś czas przenieść do starego Collegium Paderevianum, gdy już je odnowią, ale kiedy to nastąpi - Bóg jeden raczy wiedzieć.