Po śniadaniu spotykamy się z przewodnikiem, który oprowadza nas po wąwozie rzeki Dades.
![[Obrazek: a.jpg]](https://i.postimg.cc/vHcN78N8/a.jpg)
![[Obrazek: b.jpg]](https://i.postimg.cc/TYp4j24d/b.jpg)
![[Obrazek: c.jpg]](https://i.postimg.cc/Dy8MQfMh/c.jpg)
Kolejna herbatka i najdłuższa trasa - do Imlil, 370 kilometrów. Obiad jemy w mieście Warzazat, dojeżdżamy do hotelu Riad Atlas Toubkal późnym wieczorem. W planie następnych dwóch dni jest zdobycie szczytu, któremu nasz hotel zawdzięcza nazwę. Jesteśmy umówieni z przewodnikiem - bratem właściciela hotelu. Wypożycza dla nas latarki i rękawice, można także zaopatrzyć się w buty turystyczne, kijki, raki itp. Wyruszamy w góry i po południu docieramy do schroniska. Przeszliśmy 11 kilometrów w poziomie i jakieś 1350 metrów w pionie.
![[Obrazek: d.jpg]](https://i.postimg.cc/15fj0Rj1/d.jpg)
![[Obrazek: e.jpg]](https://i.postimg.cc/dtLxRQxK/e.jpg)
![[Obrazek: f.jpg]](https://i.postimg.cc/XN2PyBQS/f.jpg)
![[Obrazek: g.jpg]](https://i.postimg.cc/vHcN78SN/g.jpg)
Posiłki w schronisku są bardzo smaczne, ale warunki spartańskie - sale dziesięcioosobowe z piętrowymi pryczami bez pościeli, kible w piwnicy, prysznic z zimną wodą. Mimo to zmęczeni śpimy dobrze, ale o piątej rano trzeba wyruszyć na szczyt. Do pokonania 3,2 kilometra i 950 metrów w górę. Na szczęście nie ma śniegu, więc idzie się znacznie łatwiej. Jest lekki mróz. Krótko po ósmej docieramy na Tubkal, słońce oświetla wierzchołki gór. Pamiątkowe zdjęcia, porcja kalorii i wody, i schodzimy na dół.
![[Obrazek: h.jpg]](https://i.postimg.cc/Vs7hb0Dc/h.jpg)
![[Obrazek: i.jpg]](https://i.postimg.cc/bY652S3f/i.jpg)
![[Obrazek: a.jpg]](https://i.postimg.cc/vHcN78N8/a.jpg)
![[Obrazek: b.jpg]](https://i.postimg.cc/TYp4j24d/b.jpg)
![[Obrazek: c.jpg]](https://i.postimg.cc/Dy8MQfMh/c.jpg)
Kolejna herbatka i najdłuższa trasa - do Imlil, 370 kilometrów. Obiad jemy w mieście Warzazat, dojeżdżamy do hotelu Riad Atlas Toubkal późnym wieczorem. W planie następnych dwóch dni jest zdobycie szczytu, któremu nasz hotel zawdzięcza nazwę. Jesteśmy umówieni z przewodnikiem - bratem właściciela hotelu. Wypożycza dla nas latarki i rękawice, można także zaopatrzyć się w buty turystyczne, kijki, raki itp. Wyruszamy w góry i po południu docieramy do schroniska. Przeszliśmy 11 kilometrów w poziomie i jakieś 1350 metrów w pionie.
![[Obrazek: d.jpg]](https://i.postimg.cc/15fj0Rj1/d.jpg)
![[Obrazek: e.jpg]](https://i.postimg.cc/dtLxRQxK/e.jpg)
![[Obrazek: f.jpg]](https://i.postimg.cc/XN2PyBQS/f.jpg)
![[Obrazek: g.jpg]](https://i.postimg.cc/vHcN78SN/g.jpg)
Posiłki w schronisku są bardzo smaczne, ale warunki spartańskie - sale dziesięcioosobowe z piętrowymi pryczami bez pościeli, kible w piwnicy, prysznic z zimną wodą. Mimo to zmęczeni śpimy dobrze, ale o piątej rano trzeba wyruszyć na szczyt. Do pokonania 3,2 kilometra i 950 metrów w górę. Na szczęście nie ma śniegu, więc idzie się znacznie łatwiej. Jest lekki mróz. Krótko po ósmej docieramy na Tubkal, słońce oświetla wierzchołki gór. Pamiątkowe zdjęcia, porcja kalorii i wody, i schodzimy na dół.
![[Obrazek: h.jpg]](https://i.postimg.cc/Vs7hb0Dc/h.jpg)
![[Obrazek: i.jpg]](https://i.postimg.cc/bY652S3f/i.jpg)
