02-03-2026, 21:47
Syci wyruszamy znowu na bazar. Są tu zaklinacze węży i treserzy małp, sprzedawcy tandetnych pamiątek, panie malujące henną i panowie prowadzący kasyna gry rozłożone na dywanach. Odwiedzamy stoiska z sokami owocowymi - są ustawione obok siebie i oznaczone numerami, a każdy sprzedawca zachwala swój koktajl - niepowtarzalny miks z owoców wyciskanych na miejscu. Robimy zakupy w sklepach z przyprawami i ziołami oraz na stoisku znajomego szewca.
![[Obrazek: P1120493.jpg]](https://i.postimg.cc/x8NsFc8S/P1120493.jpg)
![[Obrazek: P1120481.jpg]](https://i.postimg.cc/7Y88rkkW/P1120481.jpg)
![[Obrazek: P1120492.jpg]](https://i.postimg.cc/wvq8PcYj/P1120492.jpg)
![[Obrazek: P1120527.jpg]](https://i.postimg.cc/YSmzHJkx/P1120527.jpg)
![[Obrazek: P1120509.jpg]](https://i.postimg.cc/wTGNj0w5/P1120509.jpg)
Marokańskie jedzenie jest smaczne i pożywne, ale dosyć monotonne. Niezliczone wariacje zupy harira i tajinu, kuskus, owoce i warzywa na zimno i gorąco. Jeśli z jadłospisu usunąć wieprzowinę, drób, ryby i owoce morza, to pole manewru pozostaje nieduże. Dlatego dla odmiany wieczorem udajemy się do pizzerii Mamma Napolitana. Przez zatłoczone miasto wyjeżdżamy na peryferia, tu ulice są prawie puste. Ale lokal jest czynny, jesteśmy chwilowo jedynymi gośćmi. Zamawiamy dwie pizze - kurczak i wegetariańska - i po kilku minutach dostajemy je na stół. Trzecia jest z anchois. Ktoś odbiera zamówienie z Glovo. Kelner robi nam zdjęcie rodzinne. Czas iść spać.
![[Obrazek: IMG-20260219-202101-790.jpg]](https://i.postimg.cc/X7RvPh2T/IMG-20260219-202101-790.jpg)
Każdego dnia cieszymy się pięknym słońcem i temperaturą około 25*C. Wypada skorzystać z basenu na hotelowym tarasie, chociaż woda ma jakieś 20, najwyżej 22*C. Moja żona morsuje i nie boi się takiej wody, a ja daję radę przepłynąć dziesięć długości basenu, a któregoś z kolejnych dni - nawet dwadzieścia.
![[Obrazek: P1120535.jpg]](https://i.postimg.cc/k424zmmg/P1120535.jpg)
![[Obrazek: P1120493.jpg]](https://i.postimg.cc/x8NsFc8S/P1120493.jpg)
![[Obrazek: P1120481.jpg]](https://i.postimg.cc/7Y88rkkW/P1120481.jpg)
![[Obrazek: P1120492.jpg]](https://i.postimg.cc/wvq8PcYj/P1120492.jpg)
![[Obrazek: P1120527.jpg]](https://i.postimg.cc/YSmzHJkx/P1120527.jpg)
![[Obrazek: P1120509.jpg]](https://i.postimg.cc/wTGNj0w5/P1120509.jpg)
Marokańskie jedzenie jest smaczne i pożywne, ale dosyć monotonne. Niezliczone wariacje zupy harira i tajinu, kuskus, owoce i warzywa na zimno i gorąco. Jeśli z jadłospisu usunąć wieprzowinę, drób, ryby i owoce morza, to pole manewru pozostaje nieduże. Dlatego dla odmiany wieczorem udajemy się do pizzerii Mamma Napolitana. Przez zatłoczone miasto wyjeżdżamy na peryferia, tu ulice są prawie puste. Ale lokal jest czynny, jesteśmy chwilowo jedynymi gośćmi. Zamawiamy dwie pizze - kurczak i wegetariańska - i po kilku minutach dostajemy je na stół. Trzecia jest z anchois. Ktoś odbiera zamówienie z Glovo. Kelner robi nam zdjęcie rodzinne. Czas iść spać.
![[Obrazek: IMG-20260219-202101-790.jpg]](https://i.postimg.cc/X7RvPh2T/IMG-20260219-202101-790.jpg)
Każdego dnia cieszymy się pięknym słońcem i temperaturą około 25*C. Wypada skorzystać z basenu na hotelowym tarasie, chociaż woda ma jakieś 20, najwyżej 22*C. Moja żona morsuje i nie boi się takiej wody, a ja daję radę przepłynąć dziesięć długości basenu, a któregoś z kolejnych dni - nawet dwadzieścia.
![[Obrazek: P1120535.jpg]](https://i.postimg.cc/k424zmmg/P1120535.jpg)
