Atrakcje Budapeszt nieznany
#1
Spróbuję napisać kilka refleksji na temat miejsc w których byłem, ale nie jest to na pewno opis do przewodnika dla turystów, a raczej mój osobisty wybór miejsc, czy ogólnie faktów, które utkwiły mi w pamięci.
Zacznę od miejsca, które było wcale nie najpiękniejsze, na swój sposób nawet brzydkie, ale mające coś innego niż powszechnie znane miejsca w Budapeszcie. Byłem przekonany, że tylko ja zwróciłem uwagę na specyfikę tego miejsca, aż do momentu, gdy przeczytałem pierwszy raz "Gulasz z Turula" Krzysztofa Vargi. Ten ogromny plac na którym był jakiś taki prowincjonalny rys, taki niebudapesztański, gdzie gromadzili się dziwni ludzie, o których celu tam przebywania niewiele wtedy wiedziałem, a o czym przeczytałem dopiero u Krzysztofa Vargi. A wszystko to u podnóża wzgórza z zabytkami. Oczywiście myślę o Moszkva ter. Zachęcam do przeczytania rozdziału na temat tego placu w "Gulaszu...". Autor opisał to z własciwym sobie talentem. Mój opis byłby tylko nieudolnym naśladownictwem.
Kolejne miejsce (będę opisywał nieco chaotycznie), to planetarium, gdzie byłem nie po to aby oglądać gwiazdy, ale wysłuchać koncertu typu "światło i dźwięk", rockowa muzyka i "wirtualne" pokazy swietlne na suficie. Nie pamietam jaka to była konkretnie muzyka, ale wyszedłem oszołomiony. Myślę, że teraz takich miejsc i pokazów jest na świecie dużo, ale wtedy pod koniec XX wieku było to dla mnie duże przeżycie.
Ponieważ sam chodziłem sobie po Budapeszcie zaglądałem na uliczki wcale nie-turystyczne, ale mające swój czar i urok. Później dopiero przeczytałem o specyfice VII dzielnicy, ale pamietam, że monumentalne, chociaz podniszczone kamienice robiły na mnie ogromne wrażenie, to było coś naturalnie zabytkowego. Szczególnie upodobałem sobie Wesselenyi utca. Chodziłem po tej ulicy i patrzyłem na te kamienice, wchodziłem do klatek schodowych (chyba nie było to zbyt bezpieczne, ale nie zdawałem sobie z tego sprawy) i przypominało mi to trochę XIX-wieczny Paryż, w którym nie byłem, ale tak go sobie wyobrażałem na podstawie obejrzanych filmów.
Przez 4 lata mogłem jeździć do B-tu i mieszkać na węgierskich osiedlach. Najpierw było to mieszkanie na Rakospalota w XV dzielnicy, potem w tej samej dzielnicy na Ujpalota przy Hevesi Gyula. To typowe wegierskie blokowiska, ale wtedy były one dla mnie źródłem zdziwienia, bo odkrywałem jak inaczej Węgrzy spędzają weekendy, a szczególnie niedziele. W Polsce obowiązywało odświętne ubranie i wizyta w kościele. Tymczasem Węgrzy przebierali się w dresy i niedziele poświęcali na domowe prace remontowe, sprzątanie, czy na przykład mycie samochodów. No i te dresy zamiast polskich niedzielnych garniturów i białych bluzek. Przyzwyczajony do polskiej niedzielnej odświętności odkrywałe, można powiedzieć, inną kulturę.
Najdłużej mogłem pomieszkiwać w trzecim miejscu, przy Halom koz tuż obok browaru Kobanya w X dzielnicy. Niedaleko, kilkaset metów obok był mały bazarek w małym parku Czajkowskiego. Własnie tam chyba najbardziej zanotowałem sobie w pamięci dwa zapachy kojarzące mi sie do dziś z Budapesztem, zapach smażonych langoszy i mocnej parzonej kawy. Ilekroć przechodziłem obok małej budki oferującej szybkie przekąski, to zawsze wciągałem zapach langoszy i kawy. Nie znam sie na kawie, nie pijam jej, ale tak aromatyczną kawę kojarzę z prostymi budapesztańskimi budkami z jedzeniem. Moja żona, miłosniczka kawy, kupuje sobie różne marki, ale żadna nie ma zapachu kawy zapamietanej wtedy na budapesztańskiej ulicy. Do dziś nie wiem, czy to kawa była taka dobra, czy to wspomnienia tak podnoszą jej jakość.
Z rzeczy absolutnie nie turystycznych zapamietałem jeszcze dom towarowy SUGAR na Ors Vezer i znajdujacy się sklep muzyczny. To tam kupowałem płyty, a w zasadzie kasety, których nie mozna było dostać w Polsce. Tanie nie były, ale po prostu wchodziło się wybierało te najbardziej oczekiwane i kupowało. Tam na przykład kupiłem m.in. kasety Stinga, czy "Requiem" Mozarta z niesamowitą okładką, gdzie tytuł jest ułozony z palących sie świec na czarnym tle.
Z kolei w domu handlowym "Korwin" pamietam taki nietypowy bar, ja nazywałem sobie wtedy "amerykański", na parterze pod ruchomymi schodami, gdzie gdy tylko byłem w pobliżu starałem sie coś zjeść. Taki bar jest teraz w każdym centrum handlowym, ale wtedy stanowił atrakcję.
Skoro o rzeczach kulinarnych, to musze dodać jeszcze Traubisodę, o kórej dopiero później dowiedziałem się, że to napój winogronowy. Traubisoda jest cały czas w sprzedaży, ale wtedy była w dużych szklanych butelkach zakrywanych kapslem, to chyba jedyny rodzaj takiego zamknięcia. Później gdy ponownie zacząłem przyjeżdżać na Węgry Traubisoda była juz pakowana w plastikowe butelki. Dla mnie kojarzy się jednak z tą dużą szklaną, zieloną butelką.
Jeszcze jeden napój, to gorąca czekolada z automatu na dworcu Keleti. Starałem sie zawsze po przyjeździe iść do tego automatu i wypić gorący napój. Teraz to też "normalka", wtedy także gdy chodziłem po Budapeszcie to też zamiast kawy (która jak napisałem była dla mnie bardziej zapachem, niz smakiem) popijałem w różnych miejscach czekoladę, ale ta na dworcu Keleti, była zawsze taką pierwszą na przywitanie Budapesztu.
To są takie osobiste skojarzenia z ówczesnych wyjazdów do B-tu. Nie są to opisy miejsc, ale tak mi sie własnie kojarzą tamtejsze wyjazdy.
Aha - jeszcze jedna rzecz, o której pisze także Krzysztof Varga w "Gulaszu...", czyli plan B-tu z dzielnicami oznaczonymi róznymi kolorami, ale dominują takie pastelowe pomarańcze, róże, błękity. To był plan, z którym poznawałem to miasto, trochę niewygodna duża płachta, ale dzieki temu planowi nigdy nie zabłądziłem. Mam go cały czas, teraz juz podklejony od spodu taśmą, trochę przestarzały, bo jest na nim jeszcze cały czas Lenin korut.
Ciekawe, czy coś opisanego przeze mnie jest znane (ze wspomnień) także innym Forumowiczom?
Odpowiedz
#2
ciekawy opis, dzięki za podzielenie się swoimi wspomnieniami, też lubię dawną [czy może nawet nie tak "dawną"] dzielnicę żydowską.


(30-04-2012, 21:13)andrasz napisał(a): Kolejne miejsce (będę opisywał nieco chaotycznie), to planetarium, gdzie byłem nie po to aby oglądać gwiazdy, ale wysłuchać koncertu typu "światło i dźwięk", rockowa muzyka i "wirtualne" pokazy swietlne na suficie.

wprawdzie na żadnym pokazie "światło i dźwięk" niestety nie byłem, ale pamiętam, że dość długo się zastanawiałem, co oznacza pięknie węgierskie słowo "lézer" na plakatach, które je reklamowały. Szeroki uśmiech


(30-04-2012, 21:13)andrasz napisał(a): trochę przestarzały, bo jest na nim jeszcze cały czas Lenin korut.

heh, teraz to nawet "Moszkva tér" jest już przestarzałą nazwą... cóż, koła historii się toczą...
: Ɔ(X)И4M :
Odpowiedz
#3
Piękne wspomnienia! Zazdroszczę! I sama nie mogę się doczekać mojego wyjazdu i tego co "przez przypadek" (bo tak najlepiej) odkryję Uśmiech
Odpowiedz
#4
Do miejsc mniej znanych, ale ciekawych mozna dodac Wekerle telep/Osiedle Wekerle'a (Wekerle Sándor to owczesny premier).
Powstalo ono na samym poczatku XX wieku i bylo przeznaczone dla urzednikow nizszego szczebla a takze robotnikow pobliskich fabryk. Jest to miasteczko-ogrod ciekawie zaplanowane wokol glownego placu (Kós Károly tér).
Osiedle mialo byc odpowiedzia na drogie czynsze i przeludnienie w Peszcie, a takze mialo byc samowystarczalne:posiadalo posterunek policji, szkoly, zlobki, kosciol, poczte itd . Architektura domow nawiazuje do seklerskiej ,a nawet niektore materialy do budowy zostaly sprowadzone z Siedmiogrodu.
Liczne drzewa i ogrodki mialy umilac atmosfere. Dzisiaj , sto lat pozniej, osiedle jest uznane za "zabytek".
Jak dojechac: metro do Határ út
Odpowiedz
#5
(02-09-2012, 20:27)Ribizli napisał(a): Do miejsc mniej znanych, ale ciekawych mozna dodac Wekerle telep/Osiedle Wekerle'a (Wekerle Sándor to owczesny premier).
Powstalo ono na samym poczatku XX wieku i bylo przeznaczone dla urzednikow nizszego szczebla a takze robotnikow pobliskich fabryk. Jest to miasteczko-ogrod ciekawie zaplanowane wokol glownego placu (Kós Károly tér).
Osiedle mialo byc odpowiedzia na drogie czynsze i przeludnienie w Peszcie, a takze mialo byc samowystarczalne:posiadalo posterunek policji, szkoly, zlobki, kosciol, poczte itd . Architektura domow nawiazuje do seklerskiej ,a nawet niektore materialy do budowy zostaly sprowadzone z Siedmiogrodu.
Liczne drzewa i ogrodki mialy umilac atmosfere. Dzisiaj , sto lat pozniej, osiedle jest uznane za "zabytek".
Jak dojechac: metro do Határ út

Bardzo charakterystyczne i ciekawe miejsce, które opisał Ribizli.
Zainteresowanych jak z góry wygląda ten układ urbanistyczny odsyłam do tego wątku naszego forum:

Co to za miejsce
Odpowiedz
#6
Oj tak, Wekerletelep ma swój klimat. Polecam pospacerować w wolnej chwili.
Masz własną stronę internetową? Pomóż promować Forum Węgierskie!
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Budapeszt - trasy rowerowe werka.erni 0 176 13-07-2018, 10:47
Ostatni post: werka.erni
  Format biletów (24h, 72h, 5/30) - Budapeszt jdubowski 10 1,139 17-06-2018, 11:28
Ostatni post: Sztasek
  Budapeszt na święta :) pr1nce7 1 707 19-12-2017, 16:43
Ostatni post: jolciaa171
  Budapeszt - 3 dni - pytania djbizon 2 1,635 31-03-2017, 3:06
Ostatni post: Kardasz
  Bilety Kraków-Budapeszt, 1 stycznia! ZuzaP 0 943 30-12-2016, 18:47
Ostatni post: ZuzaP



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości