12-04-2014, 19:22
Książka będzie dostępna już w najbliższym tygodniu.
Na zachętę można przeczytać dwa bardzo krótkie fragmenty z "Czardasza ...".
W dzisiejszym (sobotnim) wydaniu "GW" fragment na trzy szpalty o węgierskim nemzeti rock (głównie o "Karpatii") oraz o przyjaźni kiboli obu krajów (m.in. jak słowo "ustawka" przeniknęło do języka węgierskiego).
Z kolei w zapowiedziach nowości na stronie Empiku opublikowano opis refleksji Vargi podczas przejazdu przez Słowację. Nie mogę się oprzeć zamieszczeniu maleńkiego fragmenciku, który gdy go przeczytałem w ogromnym stopniu jest tożsamy z moimi odczuciami
Nie mogę się już doczekać przeczytania całości.
"Przez Słowację od granicy w Koniecznej, przez ten słowacki znany na pamięć smutny wschód, przeskoczyłem dość szybko i sprawnie, znam tę drogę już zbyt dobrze, od jakiegoś czasu zauważam, że wpadłem w rutynę znanych dróg. Jadąc przez Słowację, zawsze czuję, jakbym jechał przez opustoszały kraj, a może kraj trochę za duży jak na tę liczbę ludzi i samochodów, szczególnie mam tu na myśli wschód Słowacji; daje mi to jakieś przyjemne poczucie uśpienia prowincją, nawet jeśli jestem na opustoszałej autostradzie między Preszowem a Koszycami, która ma zresztą raptem trzydzieści kilometrów. W każdym razie zawsze staram się przez tę Słowację w miarę szybko przejechać, nie jest to dla mnie bynajmniej jakaś „zapasowa ojczyzna” jak dla Andrzeja Stasiuka, to dla mnie kraj tranzytowy, którego przekleństwem jest to, że leży na mojej drodze z Polski na Węgry i z Węgier do Polski, więc mimo iż nieustannie jeżdżę przez Słowację, to właściwie jej nie znam, a jedynie rozpoznaję to, co wzdłuż drogi się mieści. Zatem jadąc przez Słowację, doświadczam czegoś w rodzaju letargu za kierownicą i mimo że droga jest krótka, to czuję większe zmęczenie, niż gdybym zamiast dwustu kilometrów przejechał dwa tysiące niemieckimi autostradami, a to przecież doskonałe niemieckie autobahny powinny grozić śmiertelnym uśpieniem."
Na zachętę można przeczytać dwa bardzo krótkie fragmenty z "Czardasza ...".
W dzisiejszym (sobotnim) wydaniu "GW" fragment na trzy szpalty o węgierskim nemzeti rock (głównie o "Karpatii") oraz o przyjaźni kiboli obu krajów (m.in. jak słowo "ustawka" przeniknęło do języka węgierskiego).
Z kolei w zapowiedziach nowości na stronie Empiku opublikowano opis refleksji Vargi podczas przejazdu przez Słowację. Nie mogę się oprzeć zamieszczeniu maleńkiego fragmenciku, który gdy go przeczytałem w ogromnym stopniu jest tożsamy z moimi odczuciami

Nie mogę się już doczekać przeczytania całości.
"Przez Słowację od granicy w Koniecznej, przez ten słowacki znany na pamięć smutny wschód, przeskoczyłem dość szybko i sprawnie, znam tę drogę już zbyt dobrze, od jakiegoś czasu zauważam, że wpadłem w rutynę znanych dróg. Jadąc przez Słowację, zawsze czuję, jakbym jechał przez opustoszały kraj, a może kraj trochę za duży jak na tę liczbę ludzi i samochodów, szczególnie mam tu na myśli wschód Słowacji; daje mi to jakieś przyjemne poczucie uśpienia prowincją, nawet jeśli jestem na opustoszałej autostradzie między Preszowem a Koszycami, która ma zresztą raptem trzydzieści kilometrów. W każdym razie zawsze staram się przez tę Słowację w miarę szybko przejechać, nie jest to dla mnie bynajmniej jakaś „zapasowa ojczyzna” jak dla Andrzeja Stasiuka, to dla mnie kraj tranzytowy, którego przekleństwem jest to, że leży na mojej drodze z Polski na Węgry i z Węgier do Polski, więc mimo iż nieustannie jeżdżę przez Słowację, to właściwie jej nie znam, a jedynie rozpoznaję to, co wzdłuż drogi się mieści. Zatem jadąc przez Słowację, doświadczam czegoś w rodzaju letargu za kierownicą i mimo że droga jest krótka, to czuję większe zmęczenie, niż gdybym zamiast dwustu kilometrów przejechał dwa tysiące niemieckimi autostradami, a to przecież doskonałe niemieckie autobahny powinny grozić śmiertelnym uśpieniem."