Cytat: Od paru dni jest w sklepach (np. Empikach) najnowszy numer Magazynu Wino. Jego przewodnim tematem są wina znad Balatonu. Pismo kosztuje 9,90 zł. Może komuś się przyda przed wakacyjnym wyjazdem?Blisko Tokaju polecił - ja kupiłem po uprzednim przejrzeniu. Faktycznie, naprawdę dużo jest o winach i winiarzach znad Balatonu, więc mimo wysokiej ceny zdecydowałem się. Wysokiej? - to była promocyjna, wakacyjna cena! Zazwyczaj magazyn kosztuje dwa razy tyle. Plusy wydawnictwa? - naprawdę chce się wsiąść w samochód i jechać w odwiedziny do każdego z winiarzy. Złapałem się na tym, że za jakiś czas będę mieć lepsze rozeznanie wśród producentów wina niż wśród szczepów czy różnych fachowych, dość zabawnych dla laika określeń, stosowanych w recenzjach win. Pismo nabyłem przed wyjazdem do

Ogólniejsze refleksje o magazynie "Wino" - wystarczy spojrzeć na reklamy - apartamenty, limuzyny, rejsy jachtem itp. A zatem adresowany jest do ludzi bardzo zamożnych. I takie od dawna mam wrażenie - w Polsce wino piją bogacze, a dla ludzi "zwykłych" jest np. piwo. Bardzo rzadko kupuję wino w sklepie specjalistycznym, częściej je odwiedzam i mam wrażenie, że sprzedawca osobie pytającej o cenę wina powie: "daj pan spokój, tu nie o cenę chodzi, tylko o nos, usta, budowę, bukiet; na co pan czeka? na resztę? panie, z choinki się pan urwał? wydaje się panu, że jest nad Adriatykiem?" I drugi symbol moich wyobrażeń o Polsce w kontekście wina: w jednym z filmów Tomasz Kot proponuje wypicie wina, na to Krzysztof Stelmaszyk odpowiada mniej więcej tak: "to jest prawdziwa męska impreza, a nie pedalska potańcówka!"
A zatem pozostaje nabywać Egri Bikavér lub Tokaji Szamorodni w jednym z dyskontów, który zawsze ma je na składzie w rozsądnych cenach i odkładać fundusze na podróże do
