Po śniadaniu przejażdżka quadami. Widzimy oazę-fatamorganę. Kończy się paliwo. Idziemy coraz bardziej wycieńczeni w kierunku jakiejś budki - może mają coś do picia? Nie, to kiosk z krawatami... *****! Kolejna wydma i kolejna, czołgamy się, nadchodzi zmierzch, w oddali jakieś światła. Jesteśmy uratowani! Luksusowa restauracja! Portier stanowczo: Bez krawatów nie wpuszczamy!
![[Obrazek: a.jpg]](https://i.postimg.cc/MZs7YyCH/a.jpg)
![[Obrazek: b.jpg]](https://i.postimg.cc/tRr3zhKR/b.jpg)
![[Obrazek: c.jpg]](https://i.postimg.cc/NFPRfc6W/c.jpg)
![[Obrazek: d.jpg]](https://i.postimg.cc/8cnLPSR2/d.jpg)
Wreszcie spakowani i napojeni herbatą ruszamy naszym furgonem w długą trasę. Przy drogach często stoją samochody-ekspresy, lecz tego dnia zatrzymujemy się przy domku, który oprócz kawy i kanapek oferuje skamieniałości i meteoryty. Wymawiamy się od zakupu amonitów, trylobitów i tych stworzeń przypominających rurki z kremem. Celnicy z Balic nie wybaczyliby nam kupczenia szczątkami zwierząt. Muszelek mają tu hurtowe ilości, minerałów też kilka taczek.
![[Obrazek: e.jpg]](https://i.postimg.cc/2yXn8DQg/e.jpg)
![[Obrazek: f.jpg]](https://i.postimg.cc/Fzn0s4yP/f.jpg)
![[Obrazek: g.jpg]](https://i.postimg.cc/zvPTXrCj/g.jpg)
Płacimy za kawę, po drodze tankujemy, a na koniec w Boumalne Dades jemy obiad - zupa, surówka i obowiązkowo tajin, tym razem warzywny. Śpimy w pokoju w Riad Atlas Berbere. Obiekt jest wybudowany tradycyjnymi technikami - tynki z gliny i sieczki, legary stropowe z okorowanych pni drzew. Ale jest łazienka z prysznicem, cała w ceramice, i jest klimatyzator grzejący, mamy też sieć WiFi, jak i w poprzednich hotelach.
![[Obrazek: h.jpg]](https://i.postimg.cc/kGhWXmQs/h.jpg)
![[Obrazek: ii.jpg]](https://i.postimg.cc/1XYD5QG0/ii.jpg)
![[Obrazek: a.jpg]](https://i.postimg.cc/MZs7YyCH/a.jpg)
![[Obrazek: b.jpg]](https://i.postimg.cc/tRr3zhKR/b.jpg)
![[Obrazek: c.jpg]](https://i.postimg.cc/NFPRfc6W/c.jpg)
![[Obrazek: d.jpg]](https://i.postimg.cc/8cnLPSR2/d.jpg)
Wreszcie spakowani i napojeni herbatą ruszamy naszym furgonem w długą trasę. Przy drogach często stoją samochody-ekspresy, lecz tego dnia zatrzymujemy się przy domku, który oprócz kawy i kanapek oferuje skamieniałości i meteoryty. Wymawiamy się od zakupu amonitów, trylobitów i tych stworzeń przypominających rurki z kremem. Celnicy z Balic nie wybaczyliby nam kupczenia szczątkami zwierząt. Muszelek mają tu hurtowe ilości, minerałów też kilka taczek.
![[Obrazek: e.jpg]](https://i.postimg.cc/2yXn8DQg/e.jpg)
![[Obrazek: f.jpg]](https://i.postimg.cc/Fzn0s4yP/f.jpg)
![[Obrazek: g.jpg]](https://i.postimg.cc/zvPTXrCj/g.jpg)
Płacimy za kawę, po drodze tankujemy, a na koniec w Boumalne Dades jemy obiad - zupa, surówka i obowiązkowo tajin, tym razem warzywny. Śpimy w pokoju w Riad Atlas Berbere. Obiekt jest wybudowany tradycyjnymi technikami - tynki z gliny i sieczki, legary stropowe z okorowanych pni drzew. Ale jest łazienka z prysznicem, cała w ceramice, i jest klimatyzator grzejący, mamy też sieć WiFi, jak i w poprzednich hotelach.
![[Obrazek: h.jpg]](https://i.postimg.cc/kGhWXmQs/h.jpg)
![[Obrazek: ii.jpg]](https://i.postimg.cc/1XYD5QG0/ii.jpg)
