Oprócz wina, papryki i zupy gulaszowej Knorra w proszku (którą nazywamy później wspomnieniem z wakacji) często biorę dezodoranty z serii Denim, bo u nas są od dawna praktycznie nie do zdobycia (parę lat temu rzucili do Biedronki), a lubię je, mają trwały zapach i kojarzą mi się ze szczenięcymi latami, jak zapach mokrego ręcznika na kolonii. Czasem patrzę na ceny innych kosmetyków - w ogóle jako pamiątki staram się kupować nie kryształowy Balaton albo ptaszka z gliny, ale coś praktycznego - korkociąg czy piłkę dmuchaną.
