Jak myślicie Węgry to jakie są Wasze pierwsze skojarzenia?
#1
Jak sięgam tak najdalej pamięcią to przychodzą mi na myśl początki zbierania znaczków pocztowych.
Przełom przedszkola i podstawówki. Prawie wszystkie dzieciaki z naszych bloków ogarnięte są manią zbierania znaczków pocztowych. Za klaser służy zeszyt szkolny z poskładanymi w tak zmyślny sposób kartkami, które tworzą trójkątne schowki na znaczki i wystarczy tylko poodginać złożenia, aby ukazał się zbiór w całej okazałości. A te znaczki to pożal się Boże, same kanceryOczko.
Na klatkach schodowych odchodzi tzw. "handlowanie" znaczkami, czyli wymiana, literowanie napisów na znaczkach, m. in. MAGYAR POSTA. Ktoś starszy, mądrzejszy mówi, że to znaczek węgierski. Były w cenie te znaczki, bo wyróżniały się ładną grafiką i kolorami.
Odpowiedz
#2
Jak wspominamy dawne lata, to ja z kolegą mieliśmy taką grę, że stawaliśmy przed wystawą księgarni i jeden mówił np. "ujrzeć przez mgłę", a drugi miał szybko znaleźć książkę o tym tytule (w tym przypadku należało oczywiście szukać gdzieś wśród tomików poezji). Pognębiłem go strasznie hasłem "lengyel-magyar muszaki szotar" i są to moje pierwsze po "magyar posta" poznane węgierskie słowa.
Odpowiedz
#3
Uśmiech Identycznie bawiliśmy się z bratem. Jeszcze do ulubionych rozrywek należało przepytywanie się z nazw mijanych w trakcie jazdy autobusem lub tramwajem ulic. Trzeba było wykazać się, czy się wie kim był dany patron ulicy. Fajne czasy Uśmiech
Odpowiedz
#4
Moje pierwsze skojarzenia z Węgrami są starsze niż pokłady węgla, bo z początku lat 70. XX w. (lata lecą Zmieszany). Rodzice bywali tam bardzo często, mieli znajomych wśród Węgrów, a nam dzieciakom przywozili rzeczy, które w czasach przed globalizacją i tymi samymi markami dostępnymi wszędzie otaczała aura inności, egzotyki, nowości. Tym bardziej, że były naprawdę atrakcyjne, bo nasz handel w tych czasach nie rozpieszczał ofertą. A więc: pierwszy raz ujrzałem dezodorant w sztyfcie, a nie w aerozolu, właśnie węgierski, do dziś pamiętam, że zapach miał rewelacyjny. Sporo różnych soków owocowych, u nas chyba wtedy bywały w sklepach rzadko. Znaczki pocztowe, faktycznie, ja również zbierałem, tak jak moi przedmówcy. A w latach późniejszych paprykowane wędliny (kiedy smak już wydoroślał i można było znieść paprykowy ogień) oraz sama papryka, a wreszcie, już na końcu - wina. Aha, również od dzieciństwa akcenty węgierskie w muzyce, głównie na początku Brahms i Liszt (grywani na lekcjach fortepianu). A dzisiaj, kiedy słyszę Węgry lub węgierski język, to przed oczami staje naddunajskie Corso w Budapeszcie, a w uszach słyszę dźwięk skrzypiec i cymbałów, nos czuje aromat drożdży i moszczu winnego, jakim nasiąka pleśń pokrywająca ściany piwniczek. Język
Odpowiedz
#5
Gdy spojrzałem na temat wątku, to początkowo skojarzyłem "pierwsze" jako te które były dla mnie z pierwszym wyjazdem na Węgry (jako dziecko z rodzicami) do Siofoku z przystankiem w Budapeszcie.
Ale potem pomyślałem, że ważniejsze są te "pierwsze", które teraz "tu i teraz" natychmiast pojawiają się w myślach w kontekście Węgier.

To może podam w tym pierwszym jak i drugim znaczeniu. O podobnych skojarzeniach już pisałem na forum, ale może ktoś nie czytał, więc napiszę w tym wątku także.

Skojarzenia z dzieciństwa, to pierwsze węgierskie słowo "kes", czyli "nóż", które usłyszałem od gospodarzy w węgierskiej kwaterze. I jeszcze pierwsze zauroczenie (a byłem szczawikiem w wieku podstawówkowym) kamienicami VII dzielnicy, m.in. przy Wesselenyi utca, gdzie później wielokrotnie wracałem na samotne spacery już podczas moich regularnych pobytów w B-cie.

Natomiast obecne skojarzenia są wielorakie i wielozmysłowe:
- słuchowe - gdy tylko usłyszę język węgierski, to nawet jeśli nie rozumiem słów, sama melodia budzi pozytywne skojarzenia, w samochodzie wożę też płytę z węgierskimi czardaszami, gdy jadę w dłuższej trasie i mnie łapią węgierskie wspomnienia, to włączam w odtwarzaczu te czardasze,
- węchowe - gdy czuję mocną kawę, to mam podobne miłe skojarzenia, paradoksalnie sam nie piję kawy, ale lubię poczuć, gdy żona sobie ją robi w elektrycznym zaparzaczu; chyba jednak jeszcze ładniej pachniała, gdy mój nieżyjący już ojciec parzył ją w takim małym, metalowym zaparzaczu, czego nauczył się właśnie podczas kilkuletniego pobytu na Węgrzech; jeszcze jedno miłe skojarzenie zapachowe - gdy wchodzę do węgierskiego "Tesco" (pisałem na blogu o moich zakupach w tych sklepach), to jest tam specyficzny, właśnie węgierski zapach, sam nie wiem z czego to wynika (zapach produktów?, środki czyszczące?), ale ten zapach jest tylko tam, żaden z polskich marketów nie ma takiej woni, dlatego szczególnie zawsze pierwsze zakupy podczas każdego pobytu są szczególnie przyjemne na zasadzie "znów jestem na Węgrzech",
- wzrokowe - też już pisałem na blogu o węgierskich kolorach, lubię węgierską flagę, te trzy kolory też budzą bardzo miłe skojarzenia, wożę nawet w samochodzie przyczepioną przyssawką do przedniej szyby po prawej stronie taką kostkę-sześcian z miękkiego plastiku, na bokach są m.in. flaga i godło Węgier, jakoś tak mi się przyjemniej jeździ, gdy spojrzę na te kolory.
- smakowe, to oczywiście wszystkie smaki, których brakuje mi w Polsce, od "Traubisody" przez "Turo Rudi" po średnioostrą paprykę,
- najtrudniej o skojarzenia dotykowe, ale pomyślałem o dotyku ciepłej wody w węgierskich basenach, w Polsce też chodzę na baseny, jednak tam jest jakby milej, szczególnie pod różnymi ciepłymi "biczami wodnymi", a najbardziej charakterystyczne są naturalne strumienie wody spadające z kilku metrów w pierwszej sali (tej przed wejściem w korytarze) jaskiniowych basenów Miskolc-Tapolca; myślę, że takiego masażu wodnego nie ma nigdzie, uwielbiam siąść sobie pod tym strumieniem zamknąć oczy i czuć na plecach wodny masaż, eeeeech, jak się miło zrobiło ... Uśmiech
Odpowiedz
#6
I jeszcze to ciastko w formie spiralnie skręconej wstęgi - za nic nie mogę wbić sobie do głowy tej nazwy, choć już kilka razy próbowałem, a słowa węgierskie raczej dość łatwo przyswajam, a tu nic. Ale pewnie całe forum już wie, o co mi chodzi.
Odpowiedz
#7
Kakaós csiga?
Odpowiedz
#8
Uderz w stół Oczko.
Odpowiedz
#9
(04-10-2012, 7:10)Ranyjulek napisał(a): Kakaós csiga?

Tutaj można to obejrzeć. Podana też nazwa - kürtőskalács - chociaż mam wrażenie, że na Węgrzech widziałem inną.

http://kotlet.tv/trdlo-staroceske-trdeln...rtoskalacs
Odpowiedz
#10
Uściślijmy więc.

kürtöskalács - delikatne ciasto drożdżowe, całość w formie wieży pustej w środku
[Obrazek: DuxkXhM.jpg]

kakaós csiga - ciasto też drożdżowe ale twardsze, bardziej zbite, całość w formie płaskiego ślimaka
[Obrazek: VSRBhd2.jpg]
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Węgry - baza linków fvg 23 23,476 01-02-2018, 17:00
Ostatni post: Sztasek
  Miasta partnerskie: Polska i Węgry Tudós 31 24,147 11-03-2017, 20:57
Ostatni post: rwmagyar
  Jak kupić bilet na mecz piłki nożnej na Węgrzech? Popek 8 4,240 12-09-2014, 12:57
Ostatni post: Usunięty
  Węgry - galeria prac forumowiczów rwmagyar 0 1,843 26-07-2014, 19:30
Ostatni post: rwmagyar
  Olimpiada zimowa w Soczi a Węgry fvg 5 2,799 11-02-2014, 18:38
Ostatni post: eplus



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości