Węgierskie wspomnienia
#1
witam jeżdze ma węgry od 30 lat .pierwsza stycznosc z węgrami to handel
kupic w polsce sprzedac w lwowie kupic w lwowie sprzedac na wegrzech kupic na wegrzech sprzedac w polsce zawsze była niezła przebitka
zwiedziłem egry wzdłuz i wszeż nauczyłem sie madziarskiego
skonczyło sie
od jakis 20 lat jestem tam turystycznie
trafiłem pewnego razu na camping nazywał sie GAMASA jakies 6 kil.od siofoku.wspaniały camping wspaniała włascicielka Maria i jej dwaj synowie
Camping był ukryty znali go tylko znajomi i polecali go znajomym przyjeżdzalismy tam całymi rodzinami polacy niemcy holendrzy anglicy szwedzi z małymi dziecmi nastepnym razem ze starszymi o rok potem my, dzieci z dziecmi itd
stworzylismy tam jedna miedzynarodowa rodzine
zawsze w sierpniu spotykaliśmy sie ok 120 osób .wspólne ogniska zabawy zwiedzanie wegier wypady do Siofoku
było wspanialeale sie skonczyło .pewnego roku chyba 1997 camping zniknął zostało po nim tylko ogrodzenie szlaban wjazdowy kilka rozpadających sie domków
kazdego roku w sierpniu ok 15 oragnizowany był tam zjazd trabantów .wtedy sie tam robiło tłoczno.a jakie cudenka pżyjeżdżały co ludzie robil iz trabi szkoda gadac cudenka wypiglowane wygłaskane poprzerabiane ŚLICZNOŚCI
no i wspólne odladanie deszczu meteorytów bo na wegrzech mozna to ogładnąchyba co roku w sierpniu
teraz jeżdże z juz z prawnukami inaszą bazą jest szosto.
teraz coroku najpierw zajeżdzamy pod camping powspomina i potem do "bazy"
Odpowiedz
#2
Ehhhh.... wspomnienia, wspomnienia. fajnie się to czytało... dzięki za opisanie. no i ta 120-osobowa rodzina. nieźle Szeroki uśmiech

co się stało z tymi ludźmi? macie jeszcze jakiś kontakt? oni też jeżdżą teraz w inne miejsce?
Odpowiedz
#3
(08-02-2014, 22:57)Kamjon napisał(a): Ehhhh.... wspomnienia, wspomnienia. fajnie się to czytało... dzięki za opisanie. no i ta 120-osobowa rodzina. nieźle Szeroki uśmiech

co się stało z tymi ludźmi? macie jeszcze jakiś kontakt? oni też jeżdżą teraz w inne miejsce?

nadal utrzymujemy kontakty czasami jada ale to juz lata dzieci porozjeżdżały sie po swiecie wnuki tez juz niebardo sie chce im jeżdzic z wapniakami hahahah
jeszcze jedno mi sie przypomniało
przyjeżdzali tam Teo i Lilla małzenśtwo z holandii wtedy mieli ok 50 lat ale najciekawsze to ze oboje przyjeżdzali na harleyach
ciekawostka tez były chyba ze 4 rodziny z węgier, nrd,czechosłowacji
anglii wszyscy w tych rodzinach mieli po 6 palców u rąk i nóg wszyscy rodzice i dziec oni sobie tez robili tam coroczny zlot 6 palczastych
zawsze nasz wyjazd był w pierwsza sobote sierpnia
ci którzy jechali z polski spotykaliśmy sie w chyżnem i taka kawalkada 12-15 aut jechaliśmy na gamase
zawsze było powitalne ognisko organizowane przez tych co przyjechali pierwsi .mieszanina języków pisenek ogniskowych tanców zabaw itp
z nrd przyjeżdzał Stefan zawsze z harmoszka grał na niej ajak wirtuoz i przy ognisku wyspiewywał tyrolskie i nietylko piosenki a reszta ludzi mu wtórowała.mógłbym o tych czasach napisac ksiązke
Odpowiedz
#4
Wspominaj. Chętnie poczytam o starych dobrych czasach.
Odpowiedz
#5
To i ja powspominam. Pierwszy raz pojechaliśmy na Węgry w 2000 roku-w ciemno. Nie mieliśmy jeszcze internetu. Kupiliśmy przewodnik Pascala i po przestudiowaniu go, padło na Sostofurdo. Najpierw zadzwoniliśmy, żeby dowiedzieć się czy trzeba rezerwować kemping / jeździmy z przyczepą kempingową/
Niestety nie dogadaliśmy się, ani po angielsku, ani po niemiecku. Jakie było nasze zdziwienie gdy po przyjeździe na miejsce okazało się, że pan na recepcji mówi zupełnie dobrze po Polsku.
Byliśmy tam ok 7 dni. W trakcie jednej z wycieczek odkryliśmy Hajdunanas, tam spodobało nam się bardziej i przenieśliśmy się.
No i okazało się, że właśnie tam jest towarzystwo przyjeżdżające co rok. Od tamtego czasu spotykaliśmy się co roku, przez kilka lat. Było tam bardzo tanio, każdy indywidualnie negocjował ceny z właścicielem..
Ponieważ nastała era internetu więc meilowo umawialiśmy się na urlopy.
Niestety któregoś roku właściciel się zmienił,a co za tym idzie również i ceny.
Teraz jeździmy w różne miejsca,umawiając się wcześniej. Jest nas 12 załóg.
Oczywiście nie każdy zawsze może w tym terminie, ale z reguły 8-10 przyczep zawsze można naliczyć.
Pozdrawiam wszystkich węgromaniaków.
Odpowiedz
#6
(09-02-2014, 21:07)czesieko napisał(a): Niestety nie dogadaliśmy się, ani po angielsku, ani po niemiecku. Jakie było nasze zdziwienie gdy po przyjeździe na miejsce okazało się, że pan na recepcji mówi zupełnie dobrze po Polsku.

Szeroki uśmiechSzeroki uśmiech Doooobre, dobre Uśmiech
Odpowiedz
#7
Jeszcze dodam, że od tamtego2000 roku, nigdy do głowy nam nie przyszło, żeby na urlop jechać gdzieś indziej niż na Węgry.
Pozdrawiam wszystkich węgromaniaków.
Odpowiedz
#8
(09-02-2014, 19:12)-piotr- napisał(a): Wspominaj. Chętnie poczytam o starych dobrych czasach.

tak zaczynałem jazde małym fiatem wypakowanym po dach
wszystko co było na campingu potrzebne a i do zarcia tez bo wydawało sie ze taniej .
wyobrazacie sobie jazde w okolicc banskej bystrzycy pod góre i z góry małym fiatem hahahaha ale sie jechałó i dijechało
w autku i na autku było wszystko namiot butle itp
jechalismy czym kto miał maluch ,duzy.syrenka wartburg wołga to były heheheh auta.
na campingu rano pobudka wcześnie bo trzeba było gotowac na butlach kawe jakies śniadanko i w "wozy" i na plaże do siofoku
najczęsciej w poblize wielkiej niebieskiej zjeżdzalni trzeba było byc wczesnie bo wtedy na plazy mozna było znależc miejsce
zjeżdzalnia jest do dzisiaj tylko plaze bardziej puste
wtedy po 9 prawie nie było sie gdzie rozłożyc
balaton od kazdej strony opanowany był przez niemców
wszedzie niemcy i przegląd motocykli najrózniejszych marek
w siofoku dyskoteki od 20 bo tu zycie zaczynało sie od tej godziny do południa "wymarłe miasteczko"
w cemtrum wieza widokowa skad widac cały balaton kilka sklepów i wszystko dzis miasto sie rozrosło ale zycie i tak zaczyna sie po 20
po plazy powrót na gamase i gotowanie obiado kolacji co namiot to inne zapachy
przed campingiem stał stary autobus przerobiny na sklep gdzie mozna było kupic wszystko wieczorem szłes zamówic pieczywo i rano odbierałes
na campingu Maria prowadziła w przyczepie camping całonocny bar z napojami
niczego nie brakowalo wszystko namiejscu
prysznice na 5 forintówki wrzucałes i miałes ciepła wode przez pare minut
byli tacy co w ramach oszczedzania forintów włazili do kabiny we troje heheheh
camping to była "mała wyspa zieleni i drzew" wśród siegajacych po horyzont pól jednego roku kukurydzy innego słonecznikow
młodziez zajadała sie arbuzami przepysznymi brzoskwiniami bo w polsce wtedy dostepne to było na świeta bozego narodzenia
była tez wielka lodówka podzielona na małe lodóweczki gdzie za pare forin mogłes schowac produkty
wyobrazacie sobie gotowanie na butlach w 40 stopniowym upale hahaha ale tak było.
forintów nie było zaduzo bo nie było kantorów tak jak dzisiaj u konia kupwałes marki potem wymiana na keleti u koników albo handel i przypływ forintów
siofok ,szolnok ,eger najwieksze targowiska gdzie sprzedałes i kupiłes wszystko taka krakowska tandeta albo stadion w warszawie
ale pozniej sie zmieniło skonczyły sie handle i była tylko tyrystyka i wypoczynek C.D.N
Odpowiedz
#9
Ja 1-szy raz byłem w podróży poślubnej maluchem w 1991, przystanek w górach Matra na nocleg i dalej nad Balaton - padło na Balatonkenese. Jazda zupełnie bez planu, pogoda dopisała, tylko nie mieliśmy żadnych wieści z kraju, bo właśnie jakiś cymbał wywrócił maszt nadawczy w Raszynie.
Odpowiedz
#10
Mój pierwszy raz na Węgrzech...1973...jeszcze nikt nie handlował, nie było bazarów, to zupełnie inne czasy - nie potrafiłem wydać kieszonkowego Szeroki uśmiech ... dzbanek czerwonego Wino (ok. 1,75 l) w "Óbester Borozó" w Debreczynie kosztował 4 forint i 50 halerzy, a za litr foliowanego mleka równo 5 forintów płaciłem. Wejście do metra za wrzutkę 1 Ft - spryciarze wiedzieli gdzie jest soczewka od fotokomórki, zasłaniając ją po wrzuceniu 1 Ft klapa nie opadała i cała grupa mogła wchodzić. Kontrolerzy (w mundurach) nosili czerwone opaski na rękawie i po tym można było ich poznać. Pierwsze wizyty w winiarni... nostalgia. Degustacja gratis do oporu z każdej beczki, a potem jeszcze raz z tych beczek, które najbardziej do gustu przypadły. Potem coś na przekąskę, zwykle przy winiarniach trzymano wędzone wyroby: kolbász, sonka, szájmóka, svartli, húsos-hurka, gömböc. Za cały 5- litrowy demiżon (demizson) wina zapłaciłem węgierskim banknotem zielonym...
Dodam, że bilet (studencki) na pociąg z Warszawy do Debrecyna i powrót kosztował ok. 180 ówczesnych złotych.
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  wspomnienia z kolonii batonzo 0 1,411 26-08-2013, 16:41
Ostatni post: batonzo
  Moje wspomnienia z Węgier i miasteczka Kőszeg Cheritka 3 2,675 04-08-2013, 8:07
Ostatni post: Cheritka



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości