Liczba postów: 106
Liczba wątków: 7
Dołączył: 20.06.2012
Odnośnie ewentualnej przeprowadzki na Węgry - już nieraz wypowiedziałem się (choć w wąskim gronie), że gdyby tylko była możliwość, spakowałbym bez namysłu najpotrzebniejsze rzeczy i wyjechał, nie oglądając się za siebie. A tu Orvos rozsądnie pisze, że pomieszkałby jakiś czas na próbę, by sprawdzić, jak tam jest. Zastanowiłem się zatem, jakie obawy towarzyszyłyby mi podczas wyjazdu? O swoje odczucia (czy nie zachce mi się wracać) raczej bym się nie bał, prędzej o to, czy nie trafię tam na jobbikowców, a i tych, którzy są przez nich "tępieni", też nie zaliczam, delikatnie mówiąc, do plusów tego kraju. Takie "drobiazgi" jak tylko 20 dni urlopu czy ogólnie gorsza sytuacja ekonomiczna, więc pewnie mniejsza siła nabywcza przeciętnego obywatela, to w żadnym razie nie są kontrargumenty, ale powyższe obawy ciężko "odsunąć na boczny tor".
Liczba postów: 106
Liczba wątków: 7
Dołączył: 20.06.2012
Ribizli napisała:
Cytat: Jak mozna lubic kogos z a pesymizm???Moim zdaniem, jest to zdecydowanie cecha negatywna...
Można lubić. Dla mnie to jeden z filarów węgierskości, a nad negatywnością tej cechy można długo dyskutować. Co do mnie - czasy, gdy byłem pesymistą, dawno już minęły. Teraz jestem katastrofistą - prawie codziennie mógłbym napisać coś przypominającego ostatni prasowy tekst Tomasza Beksińskiego ("Fin de siecle"). Można tu użyć porównania przyrodniczego - optymiści siedzą na słonecznej łące, a pesymiści w mocno zadrzewionym lesie. Ale dochodzi tu wystarczająco dużo promieni słonecznych (niektóre z Węgier), by chciało się żyć.