06-10-2020, 9:30
Czyli wychodzi niestety mniej więcej to samo.Mało testów(nie wiem jak na Węgrzech ale u nas wygląda to na świadomie głupie rozwiązanie , bo mniej testów to mniej oficjalnie chorych ale o wiele więcej faktycznie chorych) , podobna liczba pozytywnych,proporcjonalnie do liczby ludności. Różnica jedna , to taka, że Węgrzy mieli okres gdzie dzienny przyrost chorych był minimalny i nagle wystrzeliło, czyli można mówić o tzw. drugiej fali.
U nas cały czas oscylowało to w granicach kilkuset, by ostatnio wzrosnąć do kilku tys. dziennie.
U nas cały czas oscylowało to w granicach kilkuset, by ostatnio wzrosnąć do kilku tys. dziennie.
