Koleżanka pracowała w urzędzie statystycznym. I działania za czasów PiS (bo to było jeszcze przed wyborami) opisywała w uproszczeniu tak:
w koszyku mamy ileś produktów często kupowanych przez obywateli. Usuwamy te, które najbardziej podrożały i np. zamiast masła wrzucamy do koszyka łodzie motorowe. Zamiast mleka niech będzie np. sprzęt do nurkowania albo luksusowe żyrandole. I pyk, inflacja w statystykach spada, bo te rzeczy aż tak nie wzrosły, a to, że kupuje je promil społeczeństwa, to nie ma znaczenia
Stare numery.
w koszyku mamy ileś produktów często kupowanych przez obywateli. Usuwamy te, które najbardziej podrożały i np. zamiast masła wrzucamy do koszyka łodzie motorowe. Zamiast mleka niech będzie np. sprzęt do nurkowania albo luksusowe żyrandole. I pyk, inflacja w statystykach spada, bo te rzeczy aż tak nie wzrosły, a to, że kupuje je promil społeczeństwa, to nie ma znaczenia
Stare numery.
