25-12-2012, 13:23
Ja teraz trochę żałuję, że chyba mimowolnie sprowokowałem tak burzliwą wymianę postów swoją wzmianką na temat Kertésza. Moim skromnym zdaniem nie ma narodu, którego przedstawiciele w tzw. ciekawych czasach nie splamili się jakimś hańbiącym czynem, a wojna jako taka przyzwyczaja wszystkich do śmierci i przemocy oraz dewaluuje życie. Wspomnienia ludzi, którzy ją przeżyli, świadczą o tym dobitnie; pierwszą, drugą czy piątą oglądaną (czy zadawaną) śmierć się mocniej przeżywa (zależnie od indywidualnej wrażliwości), potem człowiek się przyzwyczaja i traktuje ją niemal jako normalność. Nam, żyjącym w miejscu i czasach względnie spokojnych, wydaje się to czymś potwornym, ale tak jest.
Dlatego nie wiem, czy to właściwe miejsce na tego rodzaju dyskusje, bo widzę po niektórych wpisach, że emocje kipią, choć z drugiej strony jestem jak najdalszy od prób kneblowania komuś ust. Tylko pragnę przyklasnąć temu, co napisał powyżej mordimer: nie sądźcie... itd. I pax vobiscum (a jak to po węgiersku będzie? może béke veletek?
) A może wydzielić osobny wątek?
Dlatego nie wiem, czy to właściwe miejsce na tego rodzaju dyskusje, bo widzę po niektórych wpisach, że emocje kipią, choć z drugiej strony jestem jak najdalszy od prób kneblowania komuś ust. Tylko pragnę przyklasnąć temu, co napisał powyżej mordimer: nie sądźcie... itd. I pax vobiscum (a jak to po węgiersku będzie? może béke veletek?
