Jak zaczęła się Wasza przygoda z Węgrami?
#31
Fajnie się czyta Wasze historiie, ja niestety nie mam się jeszcze czym podzielić, ponieważ moja przygoda z węgrami dopiero się zaczęła, po spędzonych po raz pierwszy 10 dniach nad Balatonem, wiem że tam wrócę, odjeżdżałam z płaczem - jak nigdy. Już tęsknię za tym miejscem, chyba się zakochałam w tym kraju.
Odpowiedz
#32
Od muzyki Oczko
Lubiłem i lubię w muzyce lata 70-te więc też zainteresowałem się muzyką węgierską.
Miałem płyty LGT i Illés ale szukałem ich koncertów na youtube i zacząłem pisać po angielsku z Węgrem, który wklejał świetne kawałki.
Potem zaprosiłem go do Wrocławia a w rewanżu pojechałem na Sziget Festival na koncert LGT w 2007.
Od tego czasu widujemy się rodzinnie kilka razy w roku, moje córki spędzają połowę wakacji w Budzie i nad Balatonem z jego córką a drugą połowę pływają w trójkę po Mazurach pod nadzorem żony.
Ja pracuję za fajerką na trasie Wrocław - Budapest więc praktycznie co drugi tydzień jestem u nich.
Oczywiście mój urlop obowiązkowo nad Balczim Piwo
Odpowiedz
#33
Po rocznej nieaktywności, odtworzę temat.
Jak pisałem już tutaj, zaraz moja przygoda się zacznie Oczko. Węgry dlatego, że interesował mnie ten kraj, a fotki i opisy w necie mnie skutecznie zachęciły do wyjazdu. Język też jest ciekawy (pozwolę sobie na lekki offtop) - w zeszłym miesiącu pojechałem do Estonii - język też piękny i ugrofiński, będę mieć porównanie językowe (Węgier nie zaliczam dla porównania, jakby co) Oczko. Relacja po powrocie Uśmiech.
Odpowiedz
#34
Moja miłość do Węgier zaczęła się stosunkowo niedawno, mniej więcej dwa lata temu.

Zaczęło się niewinnie, czekałam na kogoś i dla zabicia czasu weszłam do sklepu węgierskiego. Zawsze w głębi duszy darzyłam Węgry sympatią, mniej więcej wiedziałam, że Balaton, że salami, papryka...ale po zakupach udzieliła mi się jakaś nostalgia, tęsknota sama nei wiem za czym. Zaczęłam się interesować Węgrami, głównie kuchnią Uśmiech i w miarę upływu czasu, nawet nie wiem kiedy, wzięło mnie. Uśmiech

Kolejnym krokiem był wylot do Budapesztu. Poleciałam tam na tydzień. Mieszkałam w hotelu na wzgórzach Budy, w okolicach Pálvölgyi barlang i czułam się tam wspaniale, z rosnącym zainteresowaniem zaliczałam kolejne punkty bardziej i mniej obowiązkowe.

Po powrocie zdecydowałam się zapisać na kurs węgierskiego w Centrum Węgierskim w Warszawie. Musiałam zrezygnować, ponieważ miałam operację szczęki i na jakiś czas aparat mowy nie funkcjonował.

Postanowiłam zdawać na hungarystykę na Uw, chociaż nie jestem już w wieku studenckim(mam 27lat), i dostałam się! Uśmiech Nie mogę się doczekać zajęć.


Niedługo wybuieram się ponownie do Budapesztu na Festiwal Wina.



Wpadłam po uszy... Oczko
Odpowiedz
#35
Ja dostałem polecenie służbowe jedziesz do Budapesztu i tak ziostało.
Odpowiedz
#36
W czasach gdy nasze oba kraje objęte były ustrojem powszechnej szczęśliwości dwóm młodym studentom zachciało się zobaczyć jak to jest na "dzikim zachodzie" , a że byliśmy mieszkańcami Rzeszowa to najbliżej było do Wiednia.
Jak to zrealizować ?
W tamtych (szczęśliwie minionych) czasach warunkiem wyjazdu za żelazną kurtynę było udowodnienie , że jest się w posiadaniu minimum 150 USD na osobę no i trzeba było zorganizować jakoś transport. Z transportem było łatwo, bo mieliśmy rowery i umieliśmy na nich jeździć.
Gorzej poszło z tym warunkiem finansowym. Niestety, nie udało się zgromadzić (pożyczyć) tak ogromnej kwoty.
Na marginesie, przypomnę młodszym , że średnie miesięczne zarobki w kraju oscylowały wówczas pomiędzy 15-20 USD (przeliczcie sobie, dla zabawy)
Cóż robić, jak Wiedeń tak odległy, postanowiliśmy zrealizować wariant-B i pojechać do Budapesztu i Bratysławy, czyli otrzeć się o "Dziki Zachód"
Wskoczyliśmy na rowery i po 4 dniach wylądowaliśmy na peryferiach Budapesztu z powyłamywanymi sprychami
....ale to zupełnie inna historia
p.s. w czasie przelotnego deszczu schroniliśmy się na przystanku autobusowym. Starsza kobiecina zatrzymała się i z zainteresowaniem chciała się dowiedzieć skąd jesteśmy.
- Z Polski- odpowiadaliśmy z rozmachem.
- Aha Lengyel - usłyszeliśmy przytakująco
- Nie, nie, jesteśmy z POLSKI - poprawialiśmy mieszkankę
Odpowiedz
#37
(17-09-2014, 21:02)Mamut napisał(a): średnie miesięczne zarobki w kraju oscylowały wówczas pomiędzy 15-20 USD
I tyle samo kosztowały jeansy Levisy w Peweksie po przecenie. SmutekZły
Odpowiedz
#38
(18-09-2014, 9:49)eplus napisał(a):
(17-09-2014, 21:02)Mamut napisał(a): średnie miesięczne zarobki w kraju oscylowały wówczas pomiędzy 15-20 USD
I tyle samo kosztowały jeansy Levisy w Peweksie po przecenie. SmutekZły

najtańsze były Rifle ... za całe 7 "bonów" - ale kto to pamięta Szeroki uśmiech
Odpowiedz
#39
(18-09-2014, 20:01)Sztasek napisał(a): ... najtańsze były Rifle ... za całe 7 "bonów" - ale kto to pamięta Szeroki uśmiech

Ja pamiętam Oczko
Rodzice kupili mi jeansy Lee (wtedy nazywały się Lee-Cooper) za 8 bonów, a po zdanej maturze kurtkę Wranglera za 15.
Odpowiedz
#40
Zgłaszam się. Też pamiętam. Nam rodzice kupowali donaldówy, które potem dzieliliśmy na 3 części, a historyjkami wymienialiśmy się w szkole.

Poza tym w Pewexie można było kupić też np. dużego fiata.
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Moja mała przygoda z Węgrami claudiene 15 6,973 07-09-2017, 21:32
Ostatni post: piablo75
  Moja przygoda z Węgrami. grzesiuu 5 4,596 21-05-2015, 13:21
Ostatni post: Katia
  Jak się zaczęła moja przygoda z Węgrami SKORPIONFH 8 4,261 09-08-2014, 21:51
Ostatni post: Simon



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości