Nad Cisą, Prutem i Dunajem
#11
Odcinek szósty: mołdawskie debiuty i Kiszyniów.

Republika Mołdawii. Najbiedniejszy kraj Europy. Najmniej odwiedzany na kontynencie przez turystów. Kraj który po ogłoszeniu niepodległości stracił ponad połowę przemysłu i prawie wszystkie elektrownie, gdyż znajdowały się na terenie separatystycznego Naddniestrza. Państwo, którego większość mieszkańców jest etnicznymi Rumunami, językiem oficjalnym jest rumuński, ale tu określany jako mołdawski a i tak częściej na ulicach słychać rosyjski. Jednocześnie obywatele sprzeciwiają się integracji z Rumunią, ale równie chętnie przyjmują rumuńskie paszporty by jako Rumunii pracować w EU.
[Obrazek: DSC_8023.JPG]

Na przejściu granicznym straciliśmy dwie godziny. Po tym jak pogranicznicy łaskawie uporali się ze swoimi obowiązkami musiałem jeszcze wykupić winietę. Gdyby nie miejscowy władający niemieckim nie udałoby się za pierwszym podejściem: kolejka do okienka a pani ze znudzoną miną stwierdza, że robi sobie przerwę, a reszta ma szukać jakiejś innej kasy. Na szczęście niemiecki Mołdawianin jakoś przekonał urzędniczkę, że można by załatwić jeszcze i mnie, choć bardzo się dziwiła, że nie umiem po rosyjsku no i nie mam mołdawskiej waluty... jak wiadomo - ichniejsze leje są bardzo popularne w całej Europie Oczko.

Aby nie wyszło iż przyjechał chłop z daleka i się dziwi - również osoby posługujące się rumuńskim/mołdawskim i rosyjskim wkurzały się na całą sytuację. "Witamy w Mołdawii" - skomentował facet od niemieckiego, który sam krążył po przejściu dłuższy czas z papierami swojego wozu.

Najbardziej niepokoi mnie godzina - na zegarku prawie 19-ta. Jeszcze jest jasno i przyjemnie, a do stolicy tylko nieco ponad 100 kilometrów, ale to w końcu Mołdawia!

Początkowo droga miło mnie zaskakuje - nowy asfalt, pusto, jedzie się szybko.
[Obrazek: DSC_8028.JPG]

Dookoła pola, łąki i sady na wzgórzach.
[Obrazek: DSC_8030%2B%25E2%2580%2594%2Bkopia.jpg]

Za Ungheni, po kilkunastu kilometrach, wszystko się zmienia: droga jest w remoncie. Jakieś 90% aż do Kiszyniowa. Jeden pas, dziury, zwężenia, światła, wszechobecny piach, zwiększający się ruch, mijane stłuczki i szybko zapadająca ciemność. Średnia prędkość spada do jakiś 30 kilometrów na godzinę i mam wrażenie iż podróż trwa całą wieczność. W pewnym momencie uczepiam się autobusu, którego traktuję jako taran - wymusza pierwszeństwo na zwężeniach i jest moją osłoną na wypadek wyskakujących zwierząt. Momentami robi się niebezpiecznie gdy jakiś idiota w jeepie za punkt honoru przyjął sobie, iż nie pozwoli się wyprzedzić przez autobus i ciągle zajeżdżał mu drogę z ustawicznym trąbieniem. Jak w jakiś szalonych wyścigach...

Cholernie zmęczeni dojeżdżamy do Kiszyniowa przed godziną 22-gą. Na szczęście nasz hostel znajduję dość szybko i możemy w końcu wyjść z samochodu. O jakimkolwiek wychodzeniu na miasto nie mamy nawet ochoty myśleć...

Kiszyniów (Chişinău) jest młodą stolicą. Niewielką handlową osadę Rosjanie na początku XIX wieku ustanowili głównym miastem Besarabii, czyli wschodniej Mołdawii, którą włączyli do swojego państwa. W okresie międzywojennym należał do Rumunii, a od 1940 do 1991 (z krótką przerwą w czasie wojny) do Związku Radzieckiego. Dziś stanowi architektoniczną mieszankę socrealizmu, secesji i dawnego gubernialnego miasteczka.
[Obrazek: DSC_8040.JPG]
[Obrazek: DSC_8054.JPG]
[Obrazek: DSC_8058.JPG]
[Obrazek: DSC_8133.JPG]

Trudno uznać Kiszyniów za piękne miasto. Turystów tu raczej niewielu, ale ja lubię takie ośrodki ze specyficznym klimatem i atmosferą chaosu Oczko.

Głównym ciągiem komunikacyjnym jest oczywiście bulwar Stefana Wielkiego (w poprzedniej epoce Bulwar Lenina).
[Obrazek: DSC_8064.JPG]
Odpowiedz
#12
Przy ulicy zlokalizowane są najważniejsze gmachy miasta i państwa. Mijamy więc secesyjny ratusz z początku XX wieku...
[Obrazek: DSC_8067.JPG]

...i potężny gmach rządowy z 1965 roku. Sylwetka i otoczenie (szeroka jezdnia przeznaczona dla imprez masowych) typowo sowiecka.
[Obrazek: DSC_8073.JPG]

Naprzeciwko obiekt z zupełnie innej epoki - Łuk Triumfalny datowany na 1841 rok, upamiętniający zwycięstwa rosyjskie nad Turcją.
[Obrazek: DSC_8077.JPG]

Za Łukiem wysoka wieża i biała klasycystyczna bryła Katedry Narodzenia Pańskiego z lat 30. XIX wieku. Wieżę zegarową zniszczyli Sowieci w 1962, a odbudowano ją w 1997 roku. Katedra w Mołdawskiej SRR służyła jako salon wystawienniczy.
[Obrazek: DSC_8083.JPG]
[Obrazek: DSC_8090.JPG]

Otoczeniem Katedry i Łuku jest ładny park w którym stoją publiczne toalety, popularne tojki. Pilnuje ich starsza kobieta i pobiera opłatę (1 lej czyli 20 groszy). Gdy Teresa korzysta z kibelka ja rozmawiam z panią klozet-babcią, która nie może się nadziwić, iż ludzie z Polszy nie umieją po rosyjsku. Tłumaczę, że w okresie PRL-u uczono tego języka w szkole, a teraz już rzadko...

- No, ale teraz macie Amerykanów - mówi z wyraźnym niesmakiem. - Należy trzymać się z Rosjanami, z nimi zwycięstwo, a Ameryka będzie pod wodą!

Potem narzeka jeszcze, iż w Mołdawii też wielu ludzi jest niechętnych Rosjanom. Na koniec zdaje przyspieszony test na członkostwo w PiS-ie, kiedy z pełnym przekonaniem stwierdza, iż Lecha K. zabito, bo stawiał się Putinowi. Musiała ciekawie brzmieć dyskusja o polskich prezydentach dla siedzących w toi-toju Szeroki uśmiech .

Obok gmachu rządowego jest najsłynniejszy pomnik Mołdawii - rzecz jasna Stefana Wielkiego.
[Obrazek: DSC_8100.JPG]

Ustawiono go w 1928 roku w miejscu dawnego carskiego Aleksandra II. Gdy w 1940 roku Kiszyniów po raz pierwszy zajęło Państwo Rad pomnik ewakuowano do Rumunii; powrócił dwa lata później razem z rumuńskim i niemieckim wojskiem i znów w 1944 musiał "uciekać" przed Sowietami. Na polecenie władz ZSRR komunistyczna już Rumunia oddała go do Kiszyniowa, gdzie w końcu go odrestaurowano, a od 1989 stoi w swojej pierwotnej lokalizacji. Pomnik-wędrowiec! Często pod nim odbywają się różnego rodzaju manifestacje a młode pary składają kwiaty.
[Obrazek: DSC_8170.JPG]

Na placu przed budynkiem rządowym stoi namiot jakiś protestujących i policjant zatrzymujący wybrane samochody do kontroli.
[Obrazek: DSC_8173.JPG]

Kolejne obiekty z okresu ZSRR przy bulwarze:
- Narodowa Opera i Balet (1980),
[Obrazek: DSC_8108.JPG]

- siedziba Prezydenta otoczona paskudnym metalowym płotem (1984-1987),
[Obrazek: DSC_8111.JPG]

- Ministerstwo Rolnictwa,
[Obrazek: DSC_8127.JPG]

- Parlament mołdawski (koniec lat 70). Kiedyś siedziba mołdawskiej sekcji partii komunistycznej. Uszkodzony podczas zamieszek w 2009 roku (po wygranych przez komunistów wyborach) od kilku lat wyremontowany znowu gości polityków.
[Obrazek: DSC_8132.JPG]

Na ciąg dalszy Kiszyniowa zapraszam tu: http://hanyswpodrozach.blogspot.com/2016...iowie.html
Odpowiedz
#13
Co prawda nie wiem, czy ktoś tu jeszcze zagląda, ale może przyda się na przyszłość Oczko

Odcinek siódmy: Orheiul Vechi i migawki z Kiszyniowa.

Orheiul Vechi określane jest jako jedna z największych atrakcji turystycznych Republiki Mołdawii. Fakt, kraj ten nie ma jakiś specjalnych miejsc przyciągających tłumy (jako jeden z nielicznych w Europie nie ma nawet żadnego namacalnego obiektu wpisanego na listę UNESCO), jedziemy więc zobaczyć to cudo, położone kilkadziesiąt kilometrów od stolicy.

Niestety, popsuła się pogoda: dzień wcześniej wieczorem zaczęło padać po raz pierwszy od prawie tygodnia, rano także leje, choć mniej intensywnie. Zbieramy się zatem dość późno, bo przed południem, już w mżawce.

Szosa M2 jest zupełnym przeciwieństwem tej, którą zaliczyliśmy mołdawski debiut - z niezłym asfaltem i na sporym odcinku dwupasmowa. Boczna droga na którą odbijamy ciut gorsza, ale i tak poruszamy się szybko. W pewnym momencie mamy pierwszy widok na nasz cel.
[Obrazek: DSC_8365.JPG]

Orheiul Vechi (stare Orhei, po polsku Stary Orgiejów) to nazwa kompleksu historyczno-archeologicznego rozciągającego się wzdłuż rzeki Răut (Reut), dopływu Dniestru, wijącej się tu niczym wąż, ograniczonego przez długie, wąskie ściany skalne. Ludzie osiedlali się tutaj od epoki kamienia, byli m.in. Dakowie, Tatarzy a za czasów Stefana Wielkiego wzniesiono twierdzę. Teren ten był jednak narażony na ciągłe ataki, więc w końcu mieszkańcy przenieśli się do "nowego" Orhei, które znajduje się kilkanaście kilometrów na północ.
[Obrazek: DSC_8367.JPG]

Po kilkuset latach osadnictwo odrodziło się, choć już w innych miejscach. Po dawnym zostały ruiny starych twierdz i innych budynków oraz skalne monastyry.
[Obrazek: DSC_8368.JPG]

Zjeżdżamy ostro w dół, gdzie zatrzymuje nas policjant. Ki diabeł? Okazało się, że ma ambitne zadanie nie dopuszczać turystów do wioski tylko kierować na parking, aby zakupili bilety. Dalej idziemy już z buta mijając jedyną mapę całego obszaru.
[Obrazek: DSC_8376.JPG]

Zarówno z dołu jak i z góry doskonale widać wzniesioną na skalnej górze cerkiew i dziury wykute w ścianach zbiegających ku rzece.
[Obrazek: DSC_8378.JPG]

Za mostem gramolimy się do góry. Zmiana pogody to i zmiana odzienia.
[Obrazek: DSC_8387.JPG]

Za nami ciągną nowożeńcy w liczbie sztuk kilka... czy w tych rejonach Europy jest jakiś dzień tygodnia wolny od białych sukien i goniących ich fotografów?
[Obrazek: DSC_8399.JPG]

Nad urwiskiem stoi dzwonnica z końca XIX wieku; pod nią znajduje się wykute schody do skalnego monastyru Peștere (jaskinia). Monastyr miał powstać już w XIII wieku, a mnisi opuścili Orheiul Vechi w 1816 roku po konflikcie z właścicielami ziemskimi.
[Obrazek: DSC_8396.JPG]
[Obrazek: DSC_8404.JPG]

Cerkiew monastyrska była potem używana przez ludność jako parafialna, a następnie w okresie ZSRR całkowicie ją opuszczono. W 1996 roku mnisi powrócili: w skalnym wnętrzu jeden z nich - mocno zgarbiony dziadek - kiwa się nad świętą księgą i coś mamrocze.
[Obrazek: DSC_8410.JPG]

Naprzeciwko schodów jest dziura i wyjście na niezabezpieczoną półkę skalną wiszącą nad rzeką - dopóki nie wykuto przejścia spod dzwonnicy do cerkwi można było się dostać tylko po linie.
[Obrazek: DSC_8405.JPG]
[Obrazek: DSC_8408.JPG]

Na skarpie w 1904 wybudowano nową cerkiew Narodzenia MB. Niestety, w środku trwa ślub i wejść za bardzo nie można.
[Obrazek: DSC_8415.JPG]

Kosztuję "świętą" wodę z kokotka - smak ma co najmniej dziwny i od razu przychodzi mi na myśl jakiś przyszły atak biegunki, który na szczęście jednak nie następuje Uśmiech.

Widok spod nowej cerkwi zacny, choć pewnie w słońcu byłby jeszcze ładniejszy.
[Obrazek: DSC_8419.JPG] Kliknij obrazek, aby powiększyć
Obrazek
Odpowiedz
#14
Za cerkiewnym murem miały znajdować się pozostałości dackiego sanktuarium, ale nic nie widać. Podobnie jak drugiego skalnego monastyru Bosie. W oddali co prawda majaczą dziury skalnych wnęk, lecz czy to jest on?
[Obrazek: DSC_8429.JPG]
[Obrazek: DSC_8432.JPG]

Z drugiej strony ładnie prezentuje się Peștere. Mniej ładnie pasują tam suknie ślubne - zarówno na skale jak i w niej.
[Obrazek: DSC_8426.JPG]
[Obrazek: DSC_8427.JPG]

Schodzimy w dół z drugiej strony do wioski Butuceni. Miało tam znajdować się muzeum etnograficzne.
[Obrazek: DSC_8433.JPG]

Muzeum nie znajdujemy, jedynie restaurację gdzie szykują się do wesela. Łazimy tam i z powrotem razem z jedynymi turystami zagranicznymi - biało-czarną rodziną Francuzów - ale kończy się to niepowodzeniem. Dopiero potem w głębi wsi trafiamy na mini-skansen: tradycyjny dom mieszkalny wraz z zabudowaniami gospodarczymi i pomieszczeniami letnimi.
[Obrazek: DSC_8455.JPG]
[Obrazek: DSC_8459.JPG]

Na dalszą część tekstu zapraszam tu: http://hanyswpodrozach.blogspot.com/2016...niowa.html
Odpowiedz
#15
Odcinek ósmy: z Kiszyniowa do Siedmiogrodu.

Wyjazd z Kiszyniowa nastąpił w ponownej formie co wjazd - to znaczy na czuja. Co prawda przy bulwarze Stefana Wielkiego była tabliczka kierująca do miejscowości przy granicy z Rumunią, ale potem byłem zdany już tylko na intuicję oraz szczęście. Kiedy jednak znalazłem się na drodze prowadzącej do lotniska i bez żadnych oznaczeń... postanowiłem się zatrzymać, by w akcie desperacji wyciągnąć pożyczonego od rodziców GPS-a. Było to jedno drugie i ostatnie użycie podczas tego wyjazdu.

Okazało się, iż mój czuj działał dobrze - na najbliższym skrzyżowaniu było odbicie w interesującym nas kierunku. Potem poszło już jak z płatka, gdyż droga M1 jest bardzo dobrej jakości.
[Obrazek: DSC_8561.JPG]

Okolice stolicy są, podobnie jak większość kraju, bardzo pofałdowane. Do tego fotogeniczne z racji grupy jezior o nazwie Dănceni.
[Obrazek: DSC_8563%2B%25E2%2580%2594%2Bkopia.jpg]

Wśród zabudowy wyróżnia się samotna wieża. Miał to być główny budynek administracyjny miejscowego przemysłu winiarskiego - jego budowę rozpoczęto w 1977 roku, ale już trzy lata później wstrzymano z powodu braku funduszy. Dzisiaj to ruina.
[Obrazek: DSC_8571%2B%25E2%2580%2594%2Bkopia.jpg]

Na horyzoncie widać też blokowiska Kiszyniowa.
[Obrazek: DSC_8566.JPG]

A bliżej niewielkie wioski o wdzięcznych nazwach: Nimoreni, Suruceni, Sociteni...
[Obrazek: DSC_8564%2B%25E2%2580%2594%2Bkopia.jpg]

Na tankszteli zalewam bak do pełna - jak już pisałem benzyna kosztuje tu około 3 złotych i jest dobrej jakości.
[Obrazek: DSC_8573.JPG]

Przez to wszystko zostaje nam dość sporo lejów - więcej niż planowaliśmy. Gdzie to wydać? Może jakieś pamiątki po drodze? Z tym jest problem, gdyż w Mołdawii przemysł pamiątkowy prawie nie istnieje. Nie widzieliśmy NIGDZIE pocztówek, kalendarzy i tym podobnych gadżetów. Jedynie magnesy na lodówki - te są oferowane masowo, zupełnie jakby każdy miał sobie obkleić całą kuchnię.

Dzisiejszy dzień - sobota - to przede wszystkim siedzenie za kółkiem: chcemy dotrzeć aż do Siedmiogrodu, a to ponad 450 kilometrów. Nie rezygnujemy jednak całkowicie ze zwiedzania: niedaleko Kiszyniowa znajduje się monastyr Condriţa obok wioski o tej samej nazwie.
[Obrazek: DSC_8581.JPG]

Klasztor powstał w 1783 roku z inicjatywy pobliskiego (i chyba najbardziej znanego w Republice Mołdawii) monastyru Căpriana. Niestety po okresie komunistycznym, kiedy to urządzono w nim obóz dla pionierów, jest trochę podupadły. Główna cerkiew została połowicznie (dosłownie) odmalowana, w środku zaś zachowało się niewiele z pierwotnego wystroju - ikonostas stoi nowy, a freski niemal całe zniszczono.
[Obrazek: DSC_8596%2B%25E2%2580%2594%2Bkopia.jpg]
[Obrazek: DSC_8589.JPG]
[Obrazek: DSC_8590.JPG]

Gdy robię zdjęcia do Teresy przyczepia się jakiś facet z pretensjami o brak zakrytej głowy. Ona tłumaczy, że założyła chustę na odkryte ramiona, ale gość sugeruje, że zakryta głowa jest ważniejsza niż zakryte ramiona... To była pierwsza i ostatnia taka sytuacja w świątyniach na tym wyjeździe - należy tu zaznaczyć, że również nie wszystkie miejscowe kobiety były prawidłowo poubierane. No i oczywiście to zawsze mężczyzna wie lepiej jak mają się nosić i co robić panie i to zawsze faceci są najbardziej oburzeni strojami płci przeciwnej... Zastanawiam się też, czy Bóg jest taki wrażliwy, iż mógłby dostać jakiegoś wstrząsu na widok kobiecych włosów?

A tak z innej beczki - w prawosławnych kościołach nie można oprzeć się wrażeniu, że wyznawcy tego odłamu chrześcijaństwa znacznie bardziej przeżywają wizyty niż np. katolicy. Wielokrotne żegnanie się, całowanie ikon, klękanie, nawet leżenie na podłodze - coś takiego widziałem w Europie jedynie w znanych miejscach pielgrzymkowych, a tu są normą nawet w najzwyklejszej cerkwi.

Dla wygody pielgrzymów (albo raczej mnichów) do monastyru ułożono asfalt. Do samej wsi pospólstwo może już jeździć po szutrze Oczko.
[Obrazek: DSC_8615.JPG]

Kilkadziesiąt kilometrów dalej zjeżdżamy do drugiego monastyru: klasztor Hâncu założono w 1678 roku. Na jego terenie znajduje się starsza cerkiew z XIX wieku oraz nowy sobór, chyba jeszcze nie wykończony.
[Obrazek: DSC_8619.JPG]

Monastyr przypomina bardziej sanatorium niż miejsce zamieszkania mniszek. Żółte fasady, mnóstwo kwiatów, jakieś kiczowate elementy urozmaicenia krajobrazu. W sumie za dużo się nie pomyliłem, gdyż od 1956 do 1990 rzeczywiście funkcjonowało tu sanatorium.
[Obrazek: DSC_8629.JPG]
[Obrazek: DSC_8633.JPG]
[Obrazek: DSC_8640.JPG]
[Obrazek: DSC_8646.JPG]
Odpowiedz
#16
Reszta tekstu i zdjęć tradycyjnie pod tym adresem: Uśmiech http://hanyswpodrozach.blogspot.com/2016...droga.html
Odpowiedz
#17
Patrz, Pan, znaczy Borat i kumple mają lodówki? Co to się porobiło... ZdziwionyZdziwionyZdziwiony
Albo na naszym, albo na podobnym forum było o dziewczynie, której kazali zakryć włosy w cerkwi - więc ściągnęła bluzkę i zrobiła sobie turban (a wiele pod bluzką nie miała). Zmieszany
Odpowiedz
#18
No tak, tutaj też większym problemem były włosy niż np. prawie wystające cycki Oczko To był często obrazek w Kiszyniowie - panienki jak z galerii ale w chuście Szeroki uśmiech
Odpowiedz
#19
Sektion dziewiąta - siedmiogrodzkie zamki: Râșnov, Fogarasz i Câlnic.


Zimny poranek na kempingu pod Râșnovem rychło zaczął się zmieniać w ciepły, słoneczny dzień - czyli tak jak niemal przez cały tydzień naszego wyjazdu. Nie wszędzie tak było; z rozmowy ze spotkanymi po sąsiedzku Polakami wynikało, że w ostatnich dniach w okolicy potrafiło mocno lać i występowały burze. Mieliśmy więc szczęście z pogodą.
[Obrazek: DSC_8819.JPG]

Pierwotnym planem na niedzielę (przy okazji stuknęła połowa wyjazdu) miało być zwiedzanie Curtea de Argeș i przejazd Trasą Transfogaraską. Zajęłoby to jednak wiele godzin i istniała duża szansa, że znów noclegu będziemy szukać zmęczeni po ciemku; uznałem więc, że nie ma sensu się tak gonić i lepiej wprowadzić w życie plan awaryjny, krótszy, ale też atrakcyjny turystycznie . Transfogaraska nie zając, nie ucieknie...

Wyjeżdżając z doliny mieszczącej kemping mamy rozległe widoki na okoliczne góry: są wapienne Piatra Craiului...
[Obrazek: DSC_8829.jpg]

...a bliżej Bucegi. To pasmo górskie udało mi się odwiedzić podczas pierwszej wizyty w Rumunii w 2009 roku.
[Obrazek: DSC_8832.JPG]

Po przeciwnej stronie drogi widok równie interesujący.
[Obrazek: DSC_8839.jpg]

Râșnov (Rosenau, Barcarozsnyó) jest liczącym kilkanaście tysięcy mieszkańców miastem w sercu regionu zwanego jako Burzenland. Od pozostałego Siedmiogrodu wyróżniały go stosunki etniczne - zamieszkiwały był on głównie przez Sasów siedmiogrodzkich, a Węgrzy nie byli najliczniejszą grupą narodowościową. Obecnie to już przeszłość, gdyż zdecydowana większość Niemców po upadku komunizmu wróciła na tereny skąd wieki temu przyjechali ich przodkowie.

Pozostało po nich jednak wiele pamiątek, w tym charakterystyczna zabudowa.
[Obrazek: DSC_8841.JPG]
[Obrazek: DSC_8842.JPG]

Przy niewielkim rynku stoi gotycki kościół ewangelicki z XIV wieku. To charakterystyczna cecha siedmiogrodzkich miejscowości: świątynia mniejszości znajduje się w centrum i praktycznie nie jest używana, natomiast cerkwie musiano wybudować gdzieś na uboczu. Bardzo rzadko się jednak zdarzało, aby kościoły poniemieckie lub powęgierskie były przejmowane przez Rumunów.
[Obrazek: DSC_8846.JPG]

Największą atrakcją jest zamek chłopski. Widoczny z daleka, w nocy podświetlony, z napisem a'la Hollywood. Taki sam jest w Braszowie. Napis, nie zamek.
[Obrazek: DSC_8921.JPG]

Można do niego dostać się kolejką, ale nogi mamy zdrowe, więc wchodzimy piechotką zygzakowatymi schodkami oszczędzając 10 lei. To prawie tyle ile bilet wstępu na zamek, który jest o dwa leje droższy.
[Obrazek: DSC_8849.JPG]

Obchodzimy mury mijając turystów. Jeszcze nas nie zadeptali.
[Obrazek: DSC_8852.jpg]
[Obrazek: DSC_8855.JPG]

Dopiero przed główną bramą zderzamy się z prawdziwym tłumem, ale trudno się dziwić: od tej strony można podjechać samochodem albo kolejką turystyczną, twierdza jest popularna, a dodatkowo swoje robi też długi weekend (w Rumunii 15 sierpnia także jest świętem i to podwójnym: Zaśnięcia MB i wojska). Na szczęście kolejka do kasy idzie szybko, drażnią tylko faceci, którzy nawet w niej muszą kopcić jakieś śmierdzące papierosy. Tutaj nadal pali się wszędzie i wszystko :|.

Zamek wybudowali Krzyżacy na początku XIII wieku. Sprowadził ich tu król węgierski w celu ochrony przed koczowniczymi plemionami. Rycerze zakonni robili dokładnie to samo co później w Prusach - budowali zamki, zakładali miasta, osiedlali nową ludność z Rzeszy i rychło spróbowali wybić się na niezależność. W odróżnieniu od terenów nad Bałtykiem węgierski monarcha zdołał ich wygnać w 1225 roku, a rok później Konrad Mazowiecki zaprosił do siebie. Co było dalej wszyscy wiemy...
[Obrazek: DSC_8863.JPG]

Opuszczony zamek przejęły okoliczne saskie gminy. Sytuacja była to wyjątkowa, gdyż zazwyczaj zamki są siedzibami szlacheckimi, a tu znalazł się w rękach mieszczan i chłopów, którzy chronili się w nim w razie niebezpieczeństwa. Zamków chłopskich w Siedmiogrodzie jest jeszcze kilka i są to unikaty na skalę europejską; podobne twierdze istniały kiedyś w Niemczech, ale nie dotrwały do naszych czasów.

Twierdza składała się z zamku dolnego i górnego. Zdjęcie powyżej zrobione jest spod zewnętrznych murów zamku dolnego i widać na nim zamek górny z barbakanem po lewej.

W środku ciżba, ale zagęszczenie w najwyższym punkcie, na ruinach dawnej kaplicy, lekko mnie przeraziło. Uznałem, że odpuszczę sobie robienie stąd zdjęć bo i tak nie mam szans ze współczesną chorobą społeczną czyli selfiestickami.
[Obrazek: DSC_8874.JPG]

Niżej jest już luźniej. Zamek górny to uliczki między starymi domami, chroniony w przeszłości pięcioma wieżami i drugim, mniejszym barbakanem.
[Obrazek: DSC_8889.JPG]

W niemal każdym z zabudowań jest coś dla turystów - sklepiki, galerie, wystawy, restauracja. Choć tak oczywistej pamiątki jakimi są kartki pocztowe - brak! Wiem, że dziś już prawie nikt nie pisze listów, ale żeby zlikwidować też pocztówki?
[Obrazek: DSC_8891.JPG]

Dla niezadowolonych przewidziano klatkę.
[Obrazek: DSC_8894.JPG]
Odpowiedz
#20
Najciekawsze są widoki z murów na leżące niżej miasto oraz góry - doskonale widać pasmo Fogaraszy.
[Obrazek: DSC_8875.jpg]
[Obrazek: DSC_8880.jpg]
[Obrazek: DSC_8896.jpg]
[Obrazek: DSC_8898.JPG]

Wbrew temu co piszą w przewodnikach o doskonałym stanie twierdzy w wielu miejscach sypie się to i owo.
[Obrazek: DSC_8887.jpg]


W wodę zaopatrywała obrońców studnia o głębokości 142 metrów. Według legendy kopało ją przez 17 lat dwóch tureckich jeńców. Dzięki niej można było przetrwać długie miesiące oblężenia. To właśnie brak wody zmusił twierdzę do kapitulacji jeden jedyny raz - w 1612 weszły tu wojska Gabriela Batorego i był powodem do wydrążenia studni.

Ostatecznie twierdza popadła w ruinę na początku XIX wieku w wyniku trzęsienia ziemi.
[Obrazek: DSC_8910.jpg]

Z zamku dolnego zostało bardzo niewiele - częściowo zrekonstruowane mury, brama wejściowa i zarys kościoła ewangelickiego.
[Obrazek: DSC_8902.JPG]

Schodzimy z powrotem do miasta. Szukamy kantoru, a jednocześnie oglądamy zabudowę: sporo tutaj na fasadach pamiątek po dawnych mieszkańcach.
[Obrazek: DSC_8918.JPG]
[Obrazek: DSC_8916.JPG]

Dalsza część tekstu i zdjęć: http://hanyswpodrozach.blogspot.com/2016...asz-i.html
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu. Pudelek 20 2,808 27-09-2017, 15:34
Ostatni post: Pudelek



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości